Pamiętnik
wkurw... || piątek, 23 grudnia 2005 || 12:06:19 ==>
komentarze [32]
No nie, to już jest szczyt bezczelności!! COLI!!! Zacznę od początku. TO JEST MÓJ BLOG I JA DECYDUJE CZY BEDE GO PISAĆ!!! Możesz sobie myśleć co chcesz i wogóle, ale nie jestem skarbnicą pomysłów. Nie zawsze mam wene i bywają momenty kiedy poprostu nie chcem pisać i już!!! A ty mi tutaj wylatujesz z takim czymś. Sama SPADAJ! Jak to do mnie napisałaś. Nie życzę sobie takich komentarzy. Niektórzy lubią mój ff, ale to nie znaczy że ja musze go także aż tak lubić!!! Boże, ludzie... zrozumcie że jestem tylko zwykłą dziewczyną, która ma swoje problemy i nie może non stop siedzieć i walić rozkminy na temat "eeeh, jaki wątek będzie miała następna notka..." Kolejny raz mówie:
TO MÓJ BLOG I NIKT NIE BĘDZIE MI MÓWIŁ CO JA MAM Z NIM ROBIĆ!!
Ps. Coli, nie chcem cię obrażać, gdyż szanuje ludzi odwiedzających mój blog, ale tamtym komenatarzem rozzłościłaś mnie bardzo. I pokazałaś kto w rzeczywistości jest tu żałosny...
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
NIe można zapomnieć tak łatwo.. || piątek, 16 grudnia 2005 || 22:45:11 ==>
komentarze [17]
No cóż, to nie jest najlepsza notka, ani najdłuższa. Kurdę. Fatalnie, nie wiem o czym mam już pisać... to chyba jest już koniec... Ale nie wiem jeszcze się zastanowię... Właście na www.opowiadanie.mylog.pl! Kurdę, tam jest też fajne opowiadanie, ale nikt tego nie czyta ;-/ Dobra buźki i cya wam!
Dziewczyna wróciła do pokoju wspólnego w głębokim zamyśleniu. Nie mogła uspokoić myśli które wirowały w jej głowie jak trąba powietrzna, która cały czas stała w jednym miejscu. W tym wypadku chodziło o tego blond Ślizgona który w jej „śnie” dał posmakować zakazanego owocu.
-Hermiono, idziesz z nami pograć w karty? Usłyszała czyjś troskliwy głos. Odwróciła się i po chwili dotarło do niej że Harry przygląda jej się uważnie a za nim stoi zdziwiony Ron.
-Ee… ja nie, nie nie mogę… warknęła pod nosem i nie zwracając na nich uwagi, poszła dalej.
Przyjaciel nie dał za wygraną.
Dogonił ją i odwrócił do siebie przodem. Na jej oczach malował się wielki smutek i roztargnienie, które jak podczas burzy śnieżnej nie pozwalał dojrzeć kryjących się w niej uczuć.
-Co ci jest?… szepnął świdrując ją badawczym wzrokiem.
Podniosła na niego oczy i zmusiła się do lekkiego uśmiechu.
-Harry, nie martw się… ja tak tylko dzisiaj… wiesz, mam teraz te swoje dni… powiedziała kładąc mu rękę na ramieniu i po raz kolejny uśmiechając się sztucznie.
Potter za to nie był głupi, wiedział że na pewno nie chodziło o to. W tym jej zachowaniu było coś więcej. Coś głębszego, czego nawet on-jak mu się wydawało dobry przyjaciel, nie mógł dostrzec…
Po chwili postanowił dać jej czas na uspokojenie się. Wolał nie ruszać i tak już roztrzęsionej Gryffonki, która najwyraźniej potrzebowała chwili samotności i spokoju.
Wzruszył ramionami i spojrzał na nią kolejny raz wzrokiem w którym czaiło się tyle miłości i troski.
-No dobra… sapnął i po chwili dodał – to idź odpocznij, może ci się zrobi lepiej.
Zadowolona z kłamstwa dziewczyna odwróciła się na pięcie i samotnie powędrowała do swojego małego schronienia nazywanego tutaj sypialnią.
Kiedy leżała już w łóżku nie mogła się uspokoić. Coś dręczyło i szarpało na drobne kawałki jej przemęczoną duszę. Po chwili namysłu złapała za pióro i pergamin.
Na papierze pozostawię swoje zmartwienia. Szepnęła sama do siebie i zaczęła wypisywać uczucia, przez które nie mogła zaznać spokoju i ciszy.
W jej głowie grała nieustannie muzyka, której wykonawcą były wspomnienia i przykre przygody. Nic nie znaczące litery i zdania sprawiły że zagościło w niej ciepło które było pierwszym krokiem do odzyskania całkowitej równowagi.
Następnego dnia, rano obudziła się w tej samej pozycji co zasnęła. W ręku trzymała mały zwój pergaminu, a na kolanach leżało wyczerpane pióro.
Czuła się dziwnie. Była można powiedzieć w pewnym sensie szczęśliwa i spokojna. Tylko nie wiedziała czemu tak się czuła.
Wykąpała się i zeszła na dół. Harry i Ron siedzieli już tam i grali w szachy.
-Cześć… przywitali się chórkiem i grali dalej.
Dziewczyna nie przeszkadzając im pocichł wymknęła się do Skrzydła Szpitalnego. Chciała upewnić się że wszystko porządku z Malfoyem.
Kiedy znalazła się w biało urządzonym pomieszczeniu, od razu wzrokiem wyszukała śpiącego jeszcze chłopaka.
Podeszła do niego i usiadła na krześle stojącym obok.
-Jaki jesteś słodki kiedy śpisz… szepnęła sama do siebie i delikatnie pogłaskała go po policzku.
Tyle uczuć plątało się po jej głowie… Przy nim czuła się taka bezpieczna. Kochała go całą sobą. Ale w tym wszystkim najgorsze było to, że teraz powstał między nimi mur. Mur który musiała za wszelką cenę i to jak najszybciej zburzyć…
Siedziała tak rozmyślając o przyszłości i nie domyśliła się, że chłopak nie spał. Kiedy usłyszał że ktoś wchodzi do skrzydła zamknął oczy aby inni myśleli że śpi. A teraz z zaciekawieniem przyglądał się co mondralincka Panna Granger chce zrobić.
Dziewczyna siedziała koło niego i patrzyła się w nieruchomą twarz Ślizgona.
Draco z dziwnego powodu poczuł przypływ ciepła kiedy dotknęła jego policzka. Wzdrygnął się na samą myśl że ona mogłaby kiedykolwiek wzbudzić w nim jakiekolwiek uczucia.
-Oh Malfoy… jakbyś tylko pamiętał jak bardzo mnie kochałeś… szepnęła kolejny raz i wstała.
Nie miała ochoty kolejny raz wracać wspomnieniami do niego i jego miłości. I tak już źle się czuła.
Kiedy wracała z SS wpadła na jakiegoś chłopaka. Kiedy podniosła się z uśmiechem skojarzyła Kevina.
-Cześć… powiedziała kiwając lekko głową.
-Cześć… odpowiedział speszony chłopak.-Nic Ci się nie stało? Dodał z troską patrząc na lekko zbite kolano.
-Nie, na szczęście wszystko ok… A co tam u Ciebie Kelvin słychać? Dawno nie gadaliśmy ze… i tu się zacięła. Przecież on jej nie znał… O kurde… pomyślała i wystawiła rękę.
-Jestem Hermiona Granger… Ciągnęła dalej.
-Wiem, ale i tak miło mi cię poznać. Odpowiedział uśmiechając się lekko.
Po chwili, oboje poczuli się jakby znali się naprawdę długo. Zaczęli prowadzić ożywioną rozmowę. W której on opowiadał o sobie, a ona przypominała sobie jak to jest kiedy się ma kogoś bliskiego.
-No to jak? Idziemy razem do Hogsmade? Zapytał pod koniec, dając przejść jakimś pierwszoroczniakom.
-E?... no tak… oczywiście… odpowiedziała robiąc lekko zdziwione oczy.
Krukon cieszył się, że spotka się z tą słodką dziewczyną i będą mogli się jeszcze lepiej poznać.
-No to spotkamy się jutro… powiedział odwracając się.
Co ona właściwie dobrego zrobiła. Warknęła gorączkowo w myśli. Ale po chwili stwierdziła że jednak brakowało jej osoby która nie znała jej na wylot-w przeciwieństwie od Harrego i Rona. W przypadku nowopoznanych ludzi, mogła sama kontrolować to o czym mogli wiedzieć o niej i jej życiu.
Następnego dnia po południu zeszła na duł aby przywitać się z chłopakami, którzy wrócili dopiero co z treningu.
-Czesć Hermiono, gdzie idziesz? Zapytał zielonooki chłopak zawiązując sznurówkę skórzanego buta.
-Umówiłam się z koleżanką na wyjście do Hogsmade. Powiedziała kierując się do wyjścia.
No ładnie… a teraz jeszcze muszę kłamać… pomyślała przechodząc przez portret. Nie mogła powiedzieć im prawdy, gdyż zaczęły by się sypać niepotrzebne pytania, które zabrały by jej tylko cenny czas.
-My też idziemy! Usłyszała krzyk Rona.
–Może się spotkamy na miejscu! Dodał Harry
Ale dziewczyny już nie było. Szła korytarzem prowadzącym do wyjścia. Tam właśnie mieli się wszyscy spotkać.
-Cześć Hermiono. Przywitał się chłopak podziwiając jej jak zwykle ciekawą postawę.
-Cześć. Odpowiedziała uśmiechając się i rozglądając dookoła. Z tego co zauważyła, tego popołudnia do magicznej wioski szło sporo osób. Rozglądając się, myślała o jej kolegach, którzy za pewne niedługo tu będą. Dopiero po chwili zorientowała się kogo zobaczyła.
Malfoy stał koło barierki i rozmawiał z jakimś innym Ślizgonem. Dziewczynie zabrało dech w piersiach i z wrażenia musiała się odwrócić.
-O nie… szepnęła zrezygnowanym tonem.
-Słucham? Zapytał Kelvin zastanawiając się czy dobrze usłyszał.
-A nie nic, nie wzięłam tylko szalika i będzie mi zimno… powiedziała chowając ręce do kieszeni i wychodząc.
Szli powoli i w ciszy. Było jakoś nie zręcznie. W końcu Kelvin się odezwał.
-A właśnie. Wczoraj, jak na siebie wpadliśmy. Zdawało mi się czy już o mnie gdzieś słyszałaś, lub widziałaś?
-Eee… ja? Zapytała zdziwiona jego nagłym pytaniem.
-Tak, ty.. powiedział przyglądając się jej.
-No tak, wiesz… pracowałam w zarządzie i przeglądałam akta… zaczęła wymyślać kłamstwa w nadziei że niczego się nie domyśli, ale nie doceniła go. Nagle wtrącił się w środku zdania i Oznajmił:
-Dlaczego kłamiesz… uczniom, i to nawet najlepszym, nie można przeglądać aktów…
-Ee… kurde… warknęła sama do siebie. Ale po chwili odzyskała równowagę. –Słuchaj Kelvin. Za jakiś czas ci coś o sobie powiem. I to będzie związane właśnie z tym. Ciągnęła patrząc przed siebie. –może uznasz mnie za wariatkę. A może nie. Uszanuję twoją decyzję i jak nie będziesz chciał się ze mną spotykać no to nic się nie stało. Powiedziała pociągając cicho nosem i poprawiając kaptur.
-Nie bój się. Jestem tolerancyjny. Szepnął na tyle głośno że to usłyszała i uśmiechnął się.
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
noteczka || sobota, 10 grudnia 2005 || 23:53:08 ==>
komentarze [12]
słuchajcie ludzie, notkę będe pisała dłuuugo, bo nie mam wogóle weny... poprostu masakra... ale jednak później coś naskrobie ;] zamiast tego proponuje zapełnienie nudy moim nowym opowiadaniem... i podobną historyjką na www.opowiadanie.mylog.pl serdecznie zapraszam, bo swieci pustkami tam :D warto powaznie ;] ok to ja ide papa
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
wypadek... || sobota, 3 grudnia 2005 || 20:38:38 ==>
komentarze [33]
No doobra, macie tą notkę :P mam nadzieje że wam się spodoba.
Następnego dnia o umówionej porze znaleźli się u Profesor McGonagall.
Kobieta po chwili zastanowienia oznajmiła im że mają iść do Pana Filcha po ścierki i własnoręcznie będą musieli wypolerować stara klasę od transmutacji.
Chłopak słysząc to uśmiechnął się złośliwie i przejechał ręką po gładkich blond włosach.
-Niech Pan, Panie Malfoy nie robi sobie nadziei, na salkę rzuciłam zaklęcie, więc nie będzie pan mógł nic dokonać czarami.
Chłopak prychnął coś na temat brudzenia rąk i wstał.
-A, właśnie, rozmawiałam z profesorem Snape’m i uzgodniłam z nim, że Panna Granger da panu korektę z Transmutacji.
-Ale… zaczął Ślizgom ale kobieta skarciła go wzrokiem i w końcu poszli.
Chłopak z zamyśloną miną szedł w kierunku biura Filcha. Miał dziwną minę. Jakoby coś go dręczyło. Myślał i myślał. Zakłócone myśli krążyły po przystojnej głowie i nie dawały spokoju. Zapomniał się nawet, że koło niego szła Granger.
Nie mogło mu dać spokoju to, dlaczego właśnie na niego padło. Dlaczego to on musi mieć teraz coś wspólnego z tą dziewczyną, a nie na przykład Potter czy ten głupkowaty Weasley.
Kiedy w końcu doszli na miejsce dziewczyna weszła pierwsza i przywitała się z szkolnym woźnym, a po chwili doszedł Draco.
Mężczyzna zaśmiał się i pokiwał głową.
-Pierwszy raz tu was widzę, nie mogę pojąc, jak to pan malfoy tu trafił…
-Bo ty nic nie możesz pojąć, jesteś na to za głupi… warknął chłopak rozglądając się po pokoju.
Filch skrzywił się i warknął coś pod nosem o złym wychowaniu.
Podszedł do jakiej szafki i wyjął trzy nowe szmatki.
Malfoy widząc to kiwnął głową, na dziewczynę.
-Ty je weź. Masz zdrowe ręce… prychnęła świdrując go spojrzeniem.
Ślizgom nic nie powiedział. Wziął ścierki i wyszedł, a za nim Gryfonka.
Po chwili znaleźli się w wskazanej Sali.
Zasyfione pomieszczenie nie było widocznie używane od długiego czasu, gdyż wszędzie było pełno pajęczyn i kilogramy kurzu.
Dziewczyna weszła pierwsza i zapaliła parę świec.
-Fuu… szepnęła czując odór starości.
-To przez ciebie się tu znalazłem… warknął zatrzaskując drzwi.
-Mi się zdaje że na odwrót, ale nie będę wchodziła w szczegóły.
Ślizgom prychnął coś jeszcze, ale Brązowooka puściła to mimo uszu.
-Nikt tu nie sprzątał od wieków… warknął kopiąc ze złości w jakąś starą szafę. Nie zdawał sobie sprawy, że chwiejący się mebel, za chwile miał pozbawić go przytomności.
-Draco uwaaażaaaajjj…krzyknęła dziewczyna widząc jak drewniane pudło przewraca się w jego kierunku, ale widocznie powiedziała to za późno. Ponieważ szafa z hukiem spadła prosto na Ślizgona.
Przerażona dziewczyna podbiegła do miejsca gdzie przed chwilą stał chłopak i zaczęła z całych sił popychać mebel.
Po paru minutach wykończona ciężką pracą wyciągnęła go spod gruzu i usiadła opierając się o ścianę.
Teraz nie było ważne, że wszędzie był brud i że cała teraz była w kurzu. Liczyło się to że on był nieprzytomny i że z jego blond głowy powoli zaczęła sączyć się krew.
Jęknęła coś o bezradności i wstała.
Nie chciała działać pod presją chwili. Wolała szybko pójść po kogoś z nauczycieli.
Podbiegła do drzwi i próbowała je otworzyć. Ale jej się nie udało. Sięgnęła po różdżkę, lecz przypomniało jej się że to i tak nic nie da.
-Po co on tymi drzwiami trzaskał…pomyślała robiąc krok do tyłu.
Po chwili wróciła do miejsca gdzie leżał nieprzytomny Malfoy.
Z tego co się nauczyła na lekcjach z mugoloznawstwa, rannemu trzeba było owinąć czymś ciasno głowę (w wypadku jej zranienia) i położyć na lekkim podwyższeniu.
Zdjęła bluzę i zawiązała ją jak najciaśniej na jego czaszce.
Usiadła i położyła jego głowę na kolanach.
Teraz tylko musimy zaczekać aż się zorientują że nas nie ma… szepnęła sama do siebie i z nudów zaczęła delikatnie głaskać policzek chłopaka.
Czas leciał jak na złość bardzo wolno…
Po około dwóch godzinach, Ślizgom otworzył oczy.
-C…co się stało…szepnął i próbował się podnieść, ale właśnie wtedy poczuł ogromny ból głowy.
-Nie ruszaj się…szepnęła przytrzymując go aby nie mógł się poruszyć.
-Co ty ze mną zrobiłaś…warknął i jeszcze raz spróbował się poruszyć, czego skutkiem było bolesne opadnięcie na te same miejsce gdzie leżał.
-Oh ty głupku! Jak na razie to ja mam Z ze wszystkich przedmiotów, więc leż i się nie ruszaj bo możesz przez swoje marudzenie dostać jeszcze większego krwotoku. Warknęła obejmując go ramionami.
Nastała długotrwała cisza. Żadne z nich nie miało ochoty się odezwać. Hermiona nie chciała się kłócić, a Draco wolał okazywać jej wdzięczność milczeniem. Kiedy już nuda zrobiła się uciążliwa, odezwał się.
-Granger?
-Hmm?
-Dzięki… szepnął nie otwierając Nawet oczu.
Kiwnęła głową i oparła głowę o ścianę.
Po kolejnych 2 godzinach usłyszeli czyjeś kroki.
-Haaloo!!! Zaczęła wykrzykiwać z całych sił Gryfonka.
Po chwili drzwi się otworzyły i stanęła w nich McGonagall.
-O mój Boże!!! Krzyknęła podbiegając do chłopaka i zaklęciem unosząc go w górę.
Po chwili szybkim krokiem zmierzali do Skrzydła szpitalnego, a po drodze Hermiona wyjaśniała profesorce powód wypadku.
-Oh! Maloy. Warknęła na koniec kobieta i znaleźli się w pomieszczeniu szpitala szkolnego.
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
Szablon
zrobiła
Yzoja. zdjęcie zrobiła
l00py. więcej w
mieście kreowania snów.