Pamiętnik
oj! malfoy podpadles.... || sobota, 29 stycznia 2005 || 00:05:14 ==>
komentarze [24]
Macie doslownie nowa notke...a wlasnie mam nadzieje ze nikomu nie przeszkadzaja moje "..." bo ja je tak kocham robic, ale jak komus to nie pasi to spoko, mowcie a przestane, bo na innym blogu na to narzekaja :/ a teraz next notka...i plose duuuzo komentow :P
Kiedy się ponownie obudziła nie zastała nikogo w pokoju...Wstała i ubrała się...miała ochotę się teraz upić na całego...zapomnieć...zapomnieć o tym wszystkim...źle zrobiła...oj bardzo źle zrobiła...to była jej wina...tylko i wyłącznie jej wina...Przez takie wpadki kochała go coraz mocniej... mocniej z każdą sekundą jej życia dlaczego wczoraj jej tak bezczelnie odebralo rozum…czemu się nie powstrzymala…a raczej czemu „go” nie powstrzymala...
Spojrzała w stronę łóżka...będzie miała kolejne wspomnienia...kwitnące w jej puszystej główce...Marzyła teraz o butelce zimnej whisky...która z pewnością ostudziłaby jej okropny ból...
W jednej chwili coś jej zaświatało i podbiegła do biurka...tego biurka z którego dzień wcześniej chłopak wyjął dwie butelki trunku...otworzyła szafkę...zajrzała do środka i aż zaniemówiła na chwile...stał tam cały barek różnych napojów alkoholowych...a koło nich jakieś pudełko...zawahała się przez chwile ale w końcu sięgnęła po drewnianą skrzynkę...Otworzyła ją i to co zobaczyło o mało ją nie zabiło...Pudełko było wypełnione przeróżnymi zdjęciami...na których widniały zdjęcia gołych panienek ze szkoły...Na jednym z nich dojrzała Pansy...na innym jej dobrą koleżankę Alice...Przeróżne dziewczyny machały do niej i uśmiechały się nie wiedząc jaki ból wywoływało to na ich obserwatorce...Łzy napłynęły do jej szeroko otwartych oczu...teraz zrozumiała...była jego zabawką...jednonocną przygodą i niczym więcej...złapała za dwie najbliżej stojące butelki i zrzucając z kolan pudełko wybiegła z pokoju...
Fotki rozsypały się na około biurka...a ona biegła na oślep...przed siebie...jak najdalej od tego przeklętego miejsca...A rano była taka szczęśliwa...Teraz znienawidziła go tak bardzo jak kochała...Postanowiła że już nigdy nie pozwoli się mu dotknąć! Nigdy w życiu...za dobrze mu było...a ona się mu poddała...zauroczyła jak jakaś pierwsza lepsza... teraz najnormalniej zrobiła z siebie jakąś kurwę...Kiedy dotarła do wyjścia z dormitorium przypomniało jej się że nie wie jak się stąd wychodzi...Nie zapowiadało się aby ktoś szybko wchodził lub co gorzej...wychodził....bo była pora obiadowa...
Usiadła pod ścianą i czekała...po paru minutach wejście się rozsunęło ukazując jakiegoś blond -włosego Ślizgona...który jak jej się zdawało często przebywał z Malfoyem...
-Ooo...zasyczał patrząc na nią...-Ty jesteś nowa panienka Draca no nie?
Dziewczyna zmiażdżyła go wzrokiem zabójcy i wybiegła z pokoju...Trzymała mocno obydwie butelki...teraz tylko musiała pomyśleć gdzie może to wypić...W jednej chwili przypomniała sobie o sali pragnień...zakręciła przy najbliższych schodach i podążyła szybko w kierunku danego pomieszczenia...po paru minutach tam dotarła...sapiąc ciężko po biegu i wycierając łzy które nadal lały się po policzkach pomyślała o jakiś wygodnym miejscu na spożywanie alkoholu...po chwili złapała za klamkę i weszła do pomieszczenia...
W pokoju stało jedno wielkie łóżko...wiadro...zapewne jak by się komuś zachciało haftać...parę foteli, biblioteczka...i na środku stolik...na którym stały szklanki...
-No! Jak pięknie...szepnęła podchodząc do pierwszego z brzegu fotela i siadając na nim wygodnie...Z trudem otworzyła pierwsza butelkę i nalała sobie do szklanki...Wypiła to migiem...tak jak i następną porcje...następną i następną...kończąc pierwszą butelkę była juz piana...ale jeszcze kojarzyła co się dzieje...Rozpoczęła drugą...Wypiła połowę i zesikała się w fotel...zaczęła się z siebie śmiać...Wstała...postanowiła sobie porozmawiać z tym debilem...powoli zaczęła iść w kierunku domu Ślizgonów...
Idąc spotkała paru uczniów którzy wytrzeszczali na nią oczy...bo szła kołysząc się na wszystkie strony i potykając o własne nogi...W końcu jednak doszła do tamtej ściany...nie wiedziała jak ale dotarła do niej...
-Eee....hek...j...jak...to hek było...Mamrotała coś pod nosem czkając co chwila kiedy drzwi otworzyły się...I jej oczom ukazała się Parkinson...
-Ho ho ho!!! Kogo my tu mamy! Powiedziała Ślizgonka podchodząc do Hermiony...
-Uuuu...jesteś pijana? czy mi się zdaje? no nie ładnie panno hermiono...bardzo nieładnie...szepnęła obchodząc gryffonke dookoła...Złapała ją za ramiona i spojrzała w oczy...
-Słyszałam że interesujesz się Draconem? powiedziała popychając dziewczynę do ściany...
-hek...Parkinson hek...n...nie...o...on hek jest ....za...g...g....głupi...d...dla hek mnie...powiedziała uśmiechając się beznadziejnie...
-nie kłam szlamo! Wrzasnęła ...I w tej chwili hermionie zrobiło się bardzo niedobrze....puściła ogromnego pawia prosto na Ślizgonke...
Dziewczyna zaczęła się drzeć na całe gardło...a przez ten czas Hermiona zatkała uszy i patrzyła się na nią nieprzytomnie...przymknęła po chwili powieki i zaczęła nucić sobie jakąś piosenkę...Zakręciło jej się ostro w głowie i juz miała upaść...jak jakieś silne ręce złapały ja w pasie...Kiedy odzyskała już równowagę spojrzała na swojego wybawiciela...
Jej źrenice nabrały pełnej mocy...przed nią stał Malfoy...Jej ofiara wpadła w jej szpony sama! Nie musiała wchodzić do jej gniazda aby ją złapać!!!
-Co ty tu robisz?! Jak ty wyglądasz...zaczął ale ona mu przerwała...położyła mu palec na ustach, uśmiechając się przy tym głupkowato...
-Rass! Hek...nigdy mnie he więcej nie hek dotykaj! powiedziała machając mu palcem przed oczyma...Przestąpiła gwałtownie z nogi na nogę...i kontynuowała przemówienie...-dw...hek...aa...zrobiłeś mi hek tez zdjecieeee? powiedziała opierając się o ścianę aby nie upaść...
-jakie zdjęcie?! palnął prostując się i nabierając powagi...
-A.....nie hek wiesz? Tych hek dziewczyn...tych wszystkich hek dup które przeleciałeś? hek jesteś straszny...hek nie hek nie nawiedze cię!!! powiedziała wymijając go i chwiejąc się poszła z powrotem...
Chłopak spojrzał z politowaniem na Parkinson która patrzyła na niego ogromnymi oczami...wyglądała jakby chciała się rzucić na niego i wydrapać mu oczy...
-czy...czy...ta szlama widziała mnie nago?!!!!! wrzasnęła wściekle...
-Uspokój się Parkinson! krzyknął biegnąc za Hermiona...złapał ja na trzecim piętrze...juz powoli wchodziła na czwarte jak on ja ściągnął ze schodów...
-jesteś pijana Hermiono! Coś ci się posrało w bani!!! krzyknął potrząsając jej ciałem...
-Czekaj hek czekaj! powiedziała...puść mnie hek cos ci powiem...
Puścił ją a ona zamachnęła się...ale on był szybszy...i przede wszystkim był trzeźwy...uchylił się w odpowiednim momencie...
Dwoma ruchami sprawił tak że Gryffonka nie mogła mu nic zrobić...wział ją na ręce...zaczęła się wyrywać jak szalona...
-Zostaw...mnie...!!!!! hek zbvoczeeee hek nieeeeec!!!! krzyczała...
W końcu Draco doszedł do wierzy Gryffindoru...
Zapukał w obraz....
-Co ty robisz tutaj Ślizgonie?!!?!?! Odezwała się swoim wysokim głosem Gruba Dama...
-A nieważne...warknął...Mam przesyłke...
Po chwili zza drzwi wysuneła się ruda czupryna...
Ronald zrobił ogromne oczy i zastygł w miejscu...
Szok spowodowany pojawieniem się Malfoya na ich terytorium...i tym ze trzymal ich przyjaciolke...i to pjana do nieprzytomnosci zrobil swoje...chlopak nie mogl wydobyc z siebie glosu...
-Rooon ktoooo...Potter tez to zobaczyl...i tak samo zaniemowil...
-Co sie tak gapicie! krzyknal po chwili Malfoy...
Pierwszy otrzezwial Ron...
Podszedl do chlopaka i zabral mu z rak dziewczyne...ktora miala glupkowaty usmiech na ustach i mruczala cos pod nosem...
Kiedy Weasley zniknal za portretem harry odezwal sie...
-Dzieki...
Nie czekajac na odpowiedz poszedl...poszedl zostawiajac malfoya ze swoimi niepoukladanymi myslami...
-No już!!! Idź stąd!!! psik!!!psik!!! zawołałą kobieta z portretu...Draco Okrecil sie na piecie i podreptal do swojego dormiotorium...
Komenty komenty dawac!!! co sadzicie o notce???? :P:P:P:D:D:D
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
|| piątek, 21 stycznia 2005 || 19:18:43 ==>
komentarze [26]
Nareszcie nowa notka!!! cieszycie się? Jak tak to czekam na komenty :P no cóz...ja pisze tylko a to wam przychodzi oceniać moją prace...:) tą notke dedykuje moim najwierniejszym...każdy z was będzie sam wiedział czy do niego się to dotyczy :) tylko wy macie tą władzę...ja jestem tylko marnym pisarzykiem...twórcą tego nieszczęsnego opowiadanka...
Zapraszam was ponownie na mojego bloga o Yuko Naprawde warto! :) no ok nie zanudzam bierzcie sie za czytanie :)
Szli ciemnym korytarzem…dziewczyna była zbyt podenerwowana aby coś powiedzieć…wyrwać się lub po prostu nakrzyczeć na niego…gdzieś ją prowadził a teraz nie obchodziło ją gdzie…
W pewnej chwili zatrzymali się…Spojrzała na niego zamglonym wzrokiem i prychnęła…
-Gdzie ty mnie zaprowadziłeś…słowa wypływały z jej ust powoli ale zabrzmiały stanowczo i groźnie…
-Nie ważne…”Sakritus balemo” syknął i ściana przed nimi rozsunęła się…
Dziewczyna westchnęła ciężko i już miała ponownie się odezwać i zaprotestować że nie wejdzie z nim do tego pomieszczenia, jak gwałtownie pociągnął ją za nadgarstek…
Weszli do jakiegoś ładnego ale zimnego i ciemnego pokoju…Zeszli po schodach…i pomaszerowali między drzwiami na których były pozawieszane jakieś tabliczki…Była błyskotliwą i mądrą dziewczyną więc od razu domyśliła się gdzie jest…to było dormitorium Ślizgonów…
Pokręciła głową i szła dalej…
Wreszcie chłopak otworzył jakieś drzwi…na końcu korytarza…weszli do pokoju…oczom Hermiony ukazał się ciemny pokój…bez okien…ale jak zapaliły się świece zrobiło się naprawdę pięknie…
W pomieszczeniu znajdowało się niewiele mebli…ogromne łóżko przysłane zielonym pięknym muślinem…biblioteczka…biurko…stolik….parę foteli i zapewne drzwi do łazienki…
Zamknął drzwi i puścił ją…
-Czego ode mnie chcesz…palnęła jak usiadł na fotelu naprzeciwko niej…
-Wiedziałaś że Potter tam idzie prawda? krzyknął zrywając się z miejsca...
Dziewczyna gwałtownie pobladła...spojrzała na niego ukradkiem i zauważyła że jest naprawdę podenerwowany...
-Tak...mruknęła odgarniając z twarzy włosy które jak się nachylała spadły lawiną na buzie...
-I po co to zrobiłaś! Złamałem zakaz!!! Miałem go nie ruszać! Ojciec mi zabronił! I widzisz do czego mnie sprowokowałaś!? Krzyknął kucając koło niej...
W jego oczach nie było już takiego niebezpieczeństwa...była bezradność i strach...
Położyła swoje drobne ręce na jego szyi i uśmiechnęła się...
-Będzie dobrze...
Wstał...podszedł do biurka i zaczął czegoś szukać...
Po chwili odwrócił się, a w ręku trzymał butelkę whisky...
Pociągnął z niej zdrowo i usiadł na biurku...
-nie pij! szepnęła wstając...
-A co cię to obchodzi! wrzasnął biorąc kolejne łyki silnego alkoholu...
Hermiona podeszła do niego i złapała za rękę która leżała na kolanie...
Spojrzał na nią zdziwiony i zsunął się z biurka...
Przechylił butelkę i wypił...po ostatnim dyszku" była już całkiem pusta...
Kucnął i wyjął kolejną...
-O nie! Powiedziała zabierając mu ją...Ale on był szybszy i jej ją brutalnie wyrwał...
-Nie możesz tyle pić! Krzyknęła podchodząc do niego...
On zaś złapał za różdżkę i poszedł w kierunku kibla...
-Oooo...nie!!! Co to, to nie! Warknęła idąc za nim...kiedy Malfoy wszedł do łazienki drzwi za nim się gwałtownie zatrzasnęły...
Dziewczyna zaklęła pod nosem i usiadła na fotelu...Pierwsza myśl to było że stąd zwieje...ale to co miała w sercu i to co czuła do tego okropnego chłopaka nie pozwalało jej się stąd ruszyć i zostawić go samego...na pastwę losu...nie mogła...cos ją trzymało tu...Po dwóch godzinach niecierpliwego nasłuchiwania i zanudzenia wstała...
Wydawało jej się że jakoś zbyt długo ten głupek siedzi w tej łazience...Złapała za klamkę...
Pociągnęła ale drzwi nie ustąpiły...sięgnęła po różdżkę...ciche "Alohomora" i ostrożnym krokiem weszła do pomieszczenia...
Chłopak leżał na podłodze i najwyraźniej spał!
Ale ona nie zdała sobie z tego sprawy...przerażona podbiegła do niego i sprawdziła czy żyje...jaką ogromną ulgą dla niej było jak poczuła rytmiczny puls koło podbródka...
Złapała go za ramiona i powoli pociągnęła w kierunku jego łoża...
W końcu po jej ciężkim trudzie i wysiłku leżał w wyrku...nachyliła się nad nim aby poprawić kołdrę jak on złapał ją za rękę...
-Nie odchodź...zostań ze mną...Uśmiechnęła się słabo i położyła się koło niego...nie przekryła się...leżała w ubraniu...Poprostu teraz liczyło się to że go miała koło siebie...szczęśliwa do granic możliwości patrzyła się na jeszcze bardziej pobladłą twarz ślizgona...zamknięte ale i tak pięknie wyglądające oczy...i pełne usta...
nawet nie zdała sobie sprawy kiedy zasnęła...dla niej było to jak moment...najpiękniejszy moment w jej krótkim życiu...no oczywiście nie licząc tamtej przeklętej nocy...która w pewien sposób przepełniła kielich goryczy...
***
Otworzyła oczy i spojrzała przed siebie...zastanawiała się gdzie jest...bo to nie było jej dormitorium...to nie był jej piękny różowy baldachim...
Obróciła się w bok...ujrzała otwarte drzwi od łazienki...Wzdrygnęła się...w jednej chwili cała pamięć wróciła jej do głowy...
Naciągnęła bardziej kołdrę i obróciła głowę w bok...na krześle koło łóżka spoczywały jej ubrania...
Jęknęła cicho i przetarła oczy...Ona się przecież wczoraj nie przebierała...i tym bardziej nie przykrywała jedną kołdrą z tym chłopakiem...
Wstała...Miała na sobie jakąś męską, muślinową, zieloną koszule...Pokręciła z niedowierzaniem głową...
-ładnie ci w mojej piżamie...usłyszała koło ucha...odwróciła głowę i ujrzała uśmiechniętego Malfoya...
-Ja jej nie ubrałam...nie wiem kto to...szepnęła zapinając guzik od koszuli która jej zdaniem za dużo już odsłaniała...
-Skrzaty...mruknął odwracając ją do siebie...
Nie patrząc co robi złapał ją za podbródek i przyciągnął do siebie..
Ich usta złończyły się w tak delikatnym i czułym pocałunku że to dla nich obojga było to czymś dziwnym...
Po chwili jednak zaczęli się coraz bardziej rozkręcać...ich języki wirowały w dzikim tańcu...brakowało tchu ale nie chcieli tego przerywać...Dziewczyna gładziła jego plecy...a on wsadził ręce pod jej koszule robiąc to samo..
W pewnej chwili zdecydował się na odważniejszy ruch...zaczął ostrożnie składać pocałunki na jej pachnącej i delikatnej szyi...
Szybkie oddechy gryffonki powodowały dziwne uczucie w jego zimnym sercu...i dodatkowo przyprawiając jego blond głowę o zamęt...
Powoli popychał ją w kierunku łóżka...Położyli się nadal całując namiętnie...chłopak zdjął z siebie koszule...został w samych spodniach od piżamy...
Kiedy pociągnął za górną cześć ubioru dziewczyny ta na chwile się zmieszała ale w końcu pozwoliła z siebie ściągnąć ten zbędny w tym momencie kawałek materiału...
Zaczął składać ostrożne pocałunki na jej piersiach od czasu do czasu ssąc jedną z sutek. .Jęknęła cicho i przyciągnęła go do siebie...pocałowała a on w po tym szepnął: -Nie chcę zepsuć tego wszystkiego...
Pokręciła głową i westchnęła...szybkim ruchem ściągnął z niej i z siebie spodnie i po chwili wszedł w nią...Objęła go nogami...
Nie liczyli czasu...no bo po co? szczęśliwi ludzie tego nie robią...Kochali się może przez godzinę...nie więcej...Po tym położyli się w łóżku i odpoczywali...dziewczyna zasnęła...ale Ślizgon nie mógł...patrzył na nią z takim wyrzutem jakby zamordowała mu matkę...
...Po co ty mnie głupia szlamo tak w sobie rozkochałaś...pomyślała wzdychając ciężko...kiedy już zamykał oczy usłyszał że ktoś puka do pokoju...
Wrzucił na siebie szlafrok i podszedł do drzwi...
Otworzył się i jego oczom ukazał się David...jego kuzyn...
-Co?
-Idziemy zagrać w Quddicha? jest dobra pogoda...
Draco pokręcił przecząco głową...
-Aaa....masz jakaś laseczkę...prychnął wchodząc do pomieszczenia...
-Kto ci pozwolił! Powiedział łapiąc chłopaka za rękę...ale było już za późno...David ją zobaczył i aż cicho zagwizdał...
-Kto to?! Nie widziałem jej przedtem ale niezła dupcia...stary który raz ją dymasz?
-Słuchaj Ośle...wynoś się stąd i nie zadawaj pytań...Warknął wyrzucając Ślizgona z pokoju...podszedł do łóżka i spojrzał ponownie na dziewczynę...
...będziesz tego żałowała...zobaczysz...szepnął kierując się ku łazience...
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
A taka sobie nocia :) || środa, 19 stycznia 2005 || 13:27:33 ==>
komentarze [11]
Niedulgo dam new rozdzial...wiec ci ktorzy nie lubia kiedy sa jakies za przeproszeniem "scenki erotyczne" hyhyhy niech go nie czytaja :P ja nie jestem zadna profesionalistka wiec wiecie...bez pretensji...po za tym chcem powiedziec ze jest new nocia...znaczy nie new...ale skomentowalo ja malo ludzi...nocia na
Opowiadanie.pl Więc pliska zróbcie mi tą łaske :P i przeczytajcie...bo jest warto...chyba? no ja tak myśle...:) no więc czekam na komenty :P
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
Oh ta miłość... || poniedziałek, 10 stycznia 2005 || 22:09:24 ==>
komentarze [22]
heja może ta notka nie należy do najdułższych ale następna wieżcie mi będzie duuułga i ciekawa :) no dobra a teraz dedykacje :D:D
Dla Samanthy-za to że jest moją wierną fanką :D
Dla Natalecki za to że w ogóle jest ze mną i jej twórczość napawa mnie natchnieniem
oraz dla mojej kochanej Jo :) najsłodszej Kaji na świecie :D
aaa zapomniałam :) oraz dla Sami Lupin :) niech światłość będzie z tobą :*
Ślizgom siedział na lekcji Historii i wpatrywał się nieprzytomnym wzrokiem w profesora Binns’a.
Nie mógł doczekać się końca zajęć. Chciało mu się spać i był dziwnie nieobecny duchem…
Ten dzień zapowiadał mu się strasznie nudny. Chyba że…? Poznęcałby się nad tą małą i dumną panną Granger.
Uniósł głowę i rozejrzał się po klasie. Zauważył dziewczynę, która notowała co i rusz słowa ducha i udawała że ją to bardzo interesuje…
No tak…zawsze wzorowa i nieskazitelna kujonka…
Zastanawiał się dlaczego nie znalazła się w Ravenclawie? Co miała w sobie z Gryfonów? Zdawało się, że nic! kompletnie nic! W domie Roveny Ravenclaw szanowano i kochano książki oraz naukę…ale nie tam gdzie teraz była ta nieznośna dziewczyna…
W pewnej chwili hermiona odsunęła krzesło i wstała…podeszła do jakiejś ławki podnosząc papierek…wyrzuciła go i wróciła do miejsca gdzie wcześniej siedziała…
-Dziękuje panno Granger…Powiedział sennym głosem mężczyzna…
Skinęła głową i odpowiedziała „Że nie ma za co”
-A właśnie…Panno Granger miała pani oddać dzisiaj prace dodatkową…czy ma pani ją?
-Tak…proszę pana profesora oczywiście że mam…Profesor zaczął znowu usypiać ich gadką o buncie trolów…
Chłopak trochę się pochylił ale nadal dziewczynę bacznie obserwował…każdy drobny ruch…szurnięcie nogą…sposób mówienia…szelest spódnicy,… którą kiedyś na pewien czas zdjął z niej aby pozbawić Gryffonke tej czystości…tego ułożenia i tej jej dziewczęcej niewinności…
Kiedy nareszcie usłyszał dzwonek wybiegł z klasy i stanął za drzwiami…
-Draco nie idziesz na obiad?! Usłyszał głos Petera…kolegę z jednego roku…odwrócił się i zmierzył go chłodno…
-Oh Dekins! Ślepy jesteś? Jak bym szedł to by mnie tu już nie było no nie? Rusz tą pustą głową!!! Syknął złowieszczo
Speszony i oblany mocnym rumieńcem kolega odszedł szybkim krokiem…Kiedy minęło z 5 minut na korytarzach nie było już prawie nikogo…no i nareszcie z klasy wyszła uśmiechnięta od ucha do ucha Gryffonka…kiedy Malfoy wyszedł zza drzwi cała jej radość odeszła razem z kolorami które miała na twarzy…teraz zrobiła się blada jak kreda…
Jęknęła cicho i odwróciła się na pięcie…zaczęła iść w przeciwną stronę od chłopaka…
Wiedziała że i tak nie uniknie następnej części poniżenia ale cóż miała zrobić…mogła tylko udawać że go nienawidzi z całego tak bardzo zakochanego serca…
Poczuła że ktoś ją łapie za rękę…Odwróciła się gwałtownie i spojrzała w stalowo-szare oczy chłopaka…
-Czego chcesz…syknęła cicho próbując wyrwać rękę…
Po raz kolejny w tym tygodniu nie usłyszała odpowiedzi…
Przywarł ją do ściany i złapał za barki…
-Zostaw mnie palancie! Krzyknęła próbując go odepchnąć…
-nie…nie zostawię…mruknął zbliżając się do jej szyi…Rozkoszował się jej szybkim biciem serca…drżeniem ciała i wyczuwalnym strachem tej bezradnej i bezsilnej Hermiony…
-Boisz się mnie? Zamruczał ponownie…
Próbowała przybrać groźną minę ale nic jej nie wychodziło…Zdołała tylko szepnąć coś w rodzaju…„Niech cię to nie obchodzi” I chłopak ją pocałował…
Kiedy na chwile się od niej odsunął dziewczyna oddychając ciężko w desperacji spróbowała się jeszcze raz uwolnić…
-nie możesz! Krzyknęła odpychając go…
On zaś oblizał usta i ponownie się do niej zbliżył…
Dziewczyna poczuła dziwną lekkość i pustkę w sobie…Zamknęła oczy i poddała się chwili…
Ręce chłopaka powędrowały na jej pośladki…w tym momencie ona złapała za jego dłonie i odciągnęła od tyłka wywołując drwiący uśmiech na jego ustach…
Zaczął się cicho śmiać…dziewczynę też to rozśmieszyło…odsunęli się od siebie wybuchając niepohamowanym śmiechem…
-Jesteś po prostu okrutna Granger…wyspała między kolejnym wybuchem…
-Oh zamknij się…odpowiedziała opierając się o ścianę i trzymając za brzuch który zaczął ją boleć przez to że tak się śmiała…
Kiedy już trochę się uspokoili dziewczyna zorientowała się że już nie jest więziona…kiedy odwróciła się aby uciec usłyszała czyjeś kroki…Spojrzała za siebie i zobaczyła Pottera z Cho…szli za rękę śmiejąc się głośno…hermina w jednym momencie znalazła się przy Ślizgonie który najwidoczniej jeszcze nie zauważył nadchodzących nastolatków…
-Pocałuj mnie…szepnęła patrząc kontem oka na zbliżającą się parę uczniów…
Syknął coś pod nosem i ich usta po raz kolejny w tym jakże nudnym dniu złończyły się w pocałunku…
Przez chwile jeszcze było słychać śmiech dziewczyny, ale kiedy zobaczyli Hermione całującą się z Ślizgonem to aż zaniemówili z wrażenia…
Harry nie mógł się powstrzymać i podszedł do Granger tupiąc ze złości… Złapał ją za ramie i pociągnął…Gryffonka odkleiła się od Malfoya i spojrzała zszokowana na kolegę…
-Rozumiem że jesteśmy pokłóceni!!!! Ale to nie znaczy że możesz całować się z byle kim na korytarzach!!! I w szczególności z Ślizgonem!!! Teraz pokazujesz kim jesteś!!! Wiesz? Jednak dobrze mówiłem…jesteś po prostu nic nie wartą lafiryndą!!! Wrzasnął na cały korytarz…
Dziewczyna zaniemówiła…nie wiedziała że Potter tak postąpi…nawet nie domyślała się…wydawało jej się tylko że wywoła w nim zazdrość i poczucie winy…ale nic więcej…
Zanim się zorientowała co się dzieje Harry upadł na podłogę pod wpływem uderzenia pięścią…tym prezentem obdarował go Malfoy stojący koło niej…i słuchający tej całej wymiany zdań…
-Oj nie ładnie Potter…nie ładnie…nie można tak mówić…syknął ciągnąc dziewczynę za rękę…
Kiedy mijali już zakręt dało się słyszeć cichy głos Chang która najwidoczniej próbowała pomóc Gryfonowi podnieść się z podłogi…
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
Noc balowego szaleństwa... || środa, 5 stycznia 2005 || 19:35:02 ==>
komentarze [17]
Słuchajcie moi kochani...jeśli wam się to nie podoba to nie czytajcie! nie mam zamiaru słuchac tekstów że wymiotujecie czytając niektóre kawałki! Ej ja mam na to...nie powiem co...nie podoba się? to nie czytać! nie zmuszam was...to wasza sprawa! A teraz dla wiernych czytelniczek kolejny i przyznam dułgi rozdział który doczekał się opublikowania :D siedział w moim kompie około tygodnia :D ok miłego czytania skarby!W końcu jednak zabrali się za szorowanie i czyszczenie tego obleśnego pomieszczenia…
Chociaż równie dobrze mogłabym powiedzieć że ona się zabrała…bo Draco więcej patrzył na nią niż na to co robi…
Kiedy po upływie czasu przyszedł Filch pokój już był wyczyszczony…
Wykończona dziewczyna opadała już z sił…
-No cóz…to i tak dla was za mało wstrętne bachory…mruknął zamykając za nimi drzwi…
-A zamknij się filch…burknął malfoy…gryffonka spojrzała na niego a później na woźnego który nie zrobił i nie powiedział nic za takie odzywki…
Po pewnym czasie wydostali się z tych mrocznych lochów i powoli podążyli w strone swoich dormitoriów…kawałek szli razem…a kiedy trafili na rozwidlenie Hermina mruknęła coś w rodzaju „na razie” a chłopak złapał ją za ręke…
-Jak bardzo mnie nienawidzisz? Szepną…
Zmierzyła go i odezwała się tak samo cicho i ty samem sposobem mówienia…
-Bardzo…oj bardzo bardzo malfoy…
Poszła…wiedziała że dobrze zrobiła…bo nie można było tego wszystkiego ciągnąć…tej głupiej zabawy…niedość że teraz musiała wrócić do zimnego i opustoszałego dormitorium to jeszcze zbierało się jej na wybuch…
Teraz była jak czuły wulkan…który w każdej chwili mógł spowodować potop gorącej lawy łez…
Szybko czmychnęła do sypialni i opadła na swoje zaścielone łóże…
Mogłaby tak leżeć całe wieki…ale poczuła że musi iść pod prysznic…Wstała i chwiejąc się poczłapała do łazienki…
-„Zapach czystości” burknęła i weszła do toalety prefektów…
Było tu tak ładnie…tyle razy już tu była ale za każdym ponownym wejściem podziwiała to miejsce od nowa…Perłowe kafelki odbijały światło powodując prześliczną gre kolorów…Basenik który teraz wypełniał się ciepłą wodą wyglądał jak zaczarowany…a obraz syreny dopełniał całą urodę tego magicznego miejsca…
Po chwili siedziała już w basenie i nurkowała co i rusz…Odkręciła kurek z jej ulubionym płynem do kąpieli o zapachu kiwi i arbuza…w powietrze zaczęły się unosić kolorowe figurki…o dziwo na jednej z nich było można rozpoznać zamek…Kiedy 30 minut później wygramoliła się z basenu, biło od niej czystością i pięknem…przyjrzała się swojej sylwetce w lustrze i westchnęła…
-Szkoda że inni mnie nie doceniają…
Ubrała się i leniwie zaczęła człapać w kierunku sypialni…
Kiedy znalazła się w pokoju i usiadła na wyrku...chciała się już położyć, ale usłyszała czyjeś kroki…po chwili w pokoju znalazła się Eliza…
-O Hermina…co ty taka zdołowana? Powiedziała przyglądając się dziewczynie z nie udawanym zainteresowaniem…
-no co ty...ja? odpowiedziała wiążąc włosy w kitku...
-Jutro bal...pisnęła Gryffonka siadając koło Hermiony...
-O...miłej zabawy...powiedziała zdejmując kapcie...
-Ależ ty też idziesz...nie pozwole ci się nudzić...powiedziała łapiąc Hermione za ręke...
Dziewczyna wzdrygnęła się i spojrzała w piękne fiołkowe oczy koleżanki...taak była ładna...była bardzo ładna...ciekawe dlaczego dopiero teraz to zauważyła...Ale i tak niewiadomo czemu czuła do niej dużą rezerwę...jej instynkt podpowiadał że to nie jest właściwa dziewczyna dla niej...Było w niej coś co nie pozwalało hermionie się z nią bliżej zaprzyjaźnić...a Eliza na odwrót...pragnęła poznać tą pełną tajemnic Hermione Granger...rozgrysc ja i dowiedziec sie o niej wiecej...nie podobalo jej sie ze ta ulozona kujonka traktowala ja tak jak traktowala...zimno, z wyższością i obojetnie...nie miala prawa tego robic...Nie dla niej
-Ależ idziesz...ja ci to mowie...powiedziala sciskajac mocniej dlon Gryffonki...
Hermiona wyrwala dlon z objec GoodBlood i wskoczyla do lozka...
-I tak pojedziesz...krzyknela dziewczyna wychodzac z pokoju...
Hermiona burknęła coś pod nosem i naciągnęła kołdrę...miała teraz inne zmartwienia...jak już musiała jutro pójść na bal to musiała coś ubrać...
***
Następnego dnia dziewczyna wstała dość późno...A raczej została obudzona przez Elize...
-Wstawaj!!! Idziemy do Hogsmande!!! Jakieś ciuchy na bal...No dawaj! Krzyczała jej nad uchem...Kiedy krzyki nie dawały wyników pociągnęła za kołdre zostawiając Hermione bez przekrycia...
-Oj zostaw mnie w spokoju...burknęła wściekle zginając się w pół i tuląc bardziej do poduszki...
-Oj Hermiono! Nie zachowuj się jak dziecko...ubieraj się i już nas nie ma! Powiedziała wybiegając z sypialni...
Gryffonka leżała tak bez ruchu pare minut aż w końcu wstała...
Poszła do łazienki na poranną toalete a kiedy z niej wróciła wyglądała już jak Człowiek...
-No! Ale ty masz strechy! usłyszała głos Elizy która właśnie do niej podeszła od tyłu...-Masz ...dodała podajac hermionie jakis niebieski plaszczyk...
-Ale to nie moje...oznajmiła patrząc na ubiór...
-Ale na dzisiaj będzie twoje...odpowiedziała Gryffonka uśmiechając się słodko do dziewczyny...ah...ta jej słodkość była taka przesadna...
W końcu jednak znalazły się w wiosce...latały od sklepu do sklepu kupując przeróżne rzeczy...kiedy dotarły do sklepu z ubraniami dziewczyna złapała Hermione pod ręke...
-Oto nasz raj...pisnęła ciągnąc ją za sobą...
Kiedy weszły do pomieszczenia podeszła do nich starsza pani...
-A panienki na jaką okazje? zapytała mierząc każdą z nich od góry do dołu...
Hermiona chciała już powiedzieć że tylko przyszły obejrzeć , ale Eliza wtrąciła się jej w słowo...
-Na Bal...bal z okazji urodzin Dyrektora naszej szkoły...
Kobieta uśmiechnęła się i zniknęła za rogiem...kiedy wróciła trzymała w ręku cztery piękne suknie...
-Zmierz to...-powiedziała podając Hermionie ubrania...
Gryffonka niepewnie złapała gładkie ubrania i poszła w kierunku przymierzalni...
Pierwsza suknia wyglądała na niej bosko...Czerwona troche obcisła...z rozcięciem do uda...
Kiedy pokazała się właścielce to ta aż zaklaskała...
Następna suknia była troche inna...też czerwona...bez ramiączek...przód był jak wielkie serce...a duł sukni była z lekkiego materiału...W tej kreacji wyglądała jak prawdziwa księżniczka...A na kobiecie wywołała jeszcze większe wrażenie...
Trzecia suknia była różowo czerwona...Miała w niej odkryte plecy i ramiona...spory dekolt i pokazywała jej piękne krztałty...Ale od razu ją zdjęła uważając że jest zbyt kusa...Już myślała że nie znajdzie nic dla siebie..
Ale jednak czwarta suknia była chyba najładniejsza lecz też najbardziej kusząca i najwięcej odkrywała...
Była koloru krwi, bez ramiączek...opadała kusząco aż do samych kostek...wyglądała w niej jak bogini miłości...jeszcze tylko makijaż i pare minimalnych poprawek i mogła spokojnie nią zostać...
-Oh kochanie! Wyglądasz bosko!!! Usłyszała głos kobiety...
Spojrzała ponownie w lustro...w myśli przyznała...że wyglądała naprawde ładnie...ale i tak nie odważyła by się kupić tej sukni...
Kiedy już się ubrała i wyszła z przebieralni Eliza już na nią czekała...miała w ręku jakaś różową syknie...
-A ty gdzie masz swoją kiecke Hermiono?
-Ja...ja nie moge jej kupić...są zbyt...zbyt wyzywające...szepnęła patrząc niepewnie na koleżanke...
-Ależ bzdura!!! Hermiono...nie pozwól mi się denerwować! Weś ją...Powiedziała błagalnie...
-nie...pozatym jest za droga...warknęła patrząc to na sprzedawczynię to na Gryffonke...
-Poproszę tą suknie i tamtą ostatnią co mierzyła moja przyjaciółka...
Hermiona tupnęła ze złości nogą i podeszła do lady...
-Ona nie bierze tamtej sukni...oznajmiła patrząc ze złością na kobiete która wydawała się być troche zmieszana...
-A czy ktoś powiedział że ona będzie dla ciebie? Syknęła miarzdżąc Hermione wzrokiem...
Dziewczyna oblała się rumieńcem i zaczęła ubierać płaszcz...Właśnie dlatego czasami miała ochote zacisnąć paluszki Na szyi tej bladej i jakże wrednej pseudo Gryffonce…
Kiedy szły z powrotem panowała niezręczna cisza...i tak przez całą droge...dopiero kiedy znalazły się przed szkołą Elizze zawołał jakiś chłopak i poszła prosząc Hermione aby zaniosła zakupy do sypialni...
Gryffonka powoli zaczęła iść w kierunku wierzy Gryffindoru...szła jak najkrótszą drogą...chciała jak najszybciej znaleść się w swoim dormitorium...kiedy za pewnym zakrętem zobaczyła Malfoya coś w niej szarpnęłao i cofneła się...Nie chciała teraz go widzieć...zacisnęła ręce i odwróciła się...już chciała wracać jak poczuła czyjś silny uścisk na ręce...
-Puść mnie...warknęła odwracając się...
-A bo co? odpowiedział a na jego twarzy zagościł tak dobrze znany jej uśmiech...
-Proszę puść mnie...muszę odnieść zakupy...powiedziała potrząsając siatkami...
-Ah...tak?! no wiesz Granger...ale tu niedaleko jest droga do twojego dormitorium...syknął patrząc się na nią...
Zmierzyła go mściwie i kiwnęła niechętnie głową...
-A teraz pięknie cię prosze suń się tak?
-Oj Granger...głupia szlamo...to ty się suń...bo jesteś i tak za gruba...Powiedział uśmiechając się złośliwie a w jego oczach zapłonęły dzikie płomyki...-Zajmujesz za dużo miejsca na korytarzu…
Dziewczyna prychnęła zniesmaczona i powoli zaczęła iść w kierunku dormitorium...Jak on ją denerwował...jego docinki nie dawały jej spać...a twarz śniła się prawie każdej nocy...wiedziała dokładnie że on z nią tylko żartuje i to jej najbardziej ciążyło...bo on jej się bardzo podobał...kochała go całym sercem...i przecież powinna się cieszyć z tego że czasami się całowali lub coś takiego...ale w takich chwilach jak ta to dla niej było po prostu przykrym wspomnieniem...niczym więcej...tylko niechcianymi wizjami...dręczącymi jej pamięć...Ale najbardziej bolały ją myśli w których błądziły uczucia towarzyszącej razem spędzonej nocy...kiedy po raz pierwszy wydawało jej się że on jednak coś do niej czuje...lecz zawsze wszystko się kończyło na gorzkich łzach...tak jak teraz...rzuciła się na łóżko zakrywając dłońmi twarz...twarz po której już obficie spływały perliste łzy smutku...
Płakała i płakała aż do momentu kiedy do sypialni wkroczyła Eliza...zobaczywszy spuchniętą twarz dziewczyny aż jęknęła...w jednej chwili znalazła się koło dziewczyny i objęła ją delikatnie...
-Kochanie co ci jest...szepnęła jej na ucho...
Hermiona przetarła oczy od łez i spojrzała na GoodBlood...
-To nie twoja sprawa...
Wyślizgnęła się z objęć kolerzanki i odsunęła się na koniec łóżka...
-Oh Hermiono! Dlaczego robisz z siebie ofiare...nie lubisz mnie? dlaczego tak ze mną postępujesz...ja chce być twoją przyjaciółką! jęknęła patrząc na nią z wyrzutem...
-Oh Elizo nie bądź głupia! Wiesz że nic nas do siebie nie ciągnie! I niby czemu miała bym cie lubic, postępujesz ze mną nie zbyt miło…I sama pomyśl!!! Co ja mam robić!!! powiedziała obejmując rękoma kolana...
-Daj mi szanse...poprosiła dziewczyna a w jej wielkich i pięknych oczach zalśniły łzy...i przez te łzy Hermiona uwierzyła że uczucia Elizy są prawdziwe...i że może kiedyś zdoła ją naperawde pokochać...jak parwdziwną przyjaciółke od serca...
Kiwnęła niepewnie głową...na jej gest twarz koleżanki rospogodziła się troche ale i tak było widać na niej mały cień dąsaniny...
-A teraz chodź zaczniemy się przygotowywać na bal...zostały 3 godziny...
-Ale ja nie ide...powiedziała poprawiając kitka...
-Oj nie gadaj...i chodźmy...
-Nie mam w co się ubrać...ciągnęła dalej hermiona...
-Masz jutro urodziny więc już dzisiaj dam ci prezent...Eliza sięgnęła do półki obok i wyjęła z niej Paczuszke...Podała ją koleżance i czekała aż ta rozerwie opakowanie…
-Oooo nie! Jęknęła patrząc na podarunek..-nie mogę tego przyjąć
-Oh no wiesz co?!!! Prezentów się nie oddaje!!! Warknęła udając obrażoną...
-Oj Elizo!!! Mówiłam że nie wyglądam w niej dobrze! A z resztą to za drogi prezent!!!
-Nie odzywaj się do mnie…a chciałam tak dobrze…zaczęła udawać że płacze…
-no dobra ale nie ubiore tego...
-Oj no prosze cię! co ci zaszkodzi! raz sie ladnie ubrac!
Hermiona skrzywila sie troche ale po 15 minutach namawian kolezanki zgodzila sie...
Zaczęły się stroić...Hermiona została wymalowana na barbi a jej włosy zostały podkręcone i pieknie ułożone...
Wyklądała códnie...poprostu pięknie...
-No dobra a teraz ja będe szła bo chciałam jeszcze zobaczyć jak wygląda Draco...powiedziała łapiąc za klamke...
-Draco?! Jęknęła patrząc z wielkim zdziwniem w oczach na Elize..
-No droaco draco...ide z nim jeszcze pogadac...bo nie wiem co powie na to zebys byla z nami przy stoliku...ale nie martw sie...
Hermiona usiadla ciężko na łóżku...wcześniej już się zaczynała cieszyć że będzie może fajna zabawa ale teraz cała radość z niej wyleciała...bo będzie musiała patrzeć na obiekt jej westchnień obmacujący się z jej koleżanką...
Bal zaczynał się o 20 a była już 19-55 kiedy do pokoju wleciała zdyszana Elizabet...
- Tu jestes!!!! Czemu jeszcze nie na balu!??!!! Szukałam cię a ty see tu siedzisz...
-nie mam z kim iść odpowiedziała w miare spokojnie Hermiona...
-Oj nie gadaj bzdur i chodź...krzyknęła łapiąc koleżanke za ręce...po chwili znalazły się już w WS...Eliza nadal cięgnęła ją...aż do momentu kiedy doszły do pięknie ozdobionego stoliku po stronie Ślizgonów...
-Ale ja...ja nie...Hermiona chciała powiedzieć że woli siedzieć z Gryffonami ale GoodBlood nie dała jej dokończyć...posadziła ją na przeciwko Malfoya...
Przez cały czas kiedy uczniowie składali życzenia dyrektorowi unikała spojrzeń chłopaka ale kiedy zaczęła grać muzyka musiała odwrócić głowe i wtedy na niego spojrzała...wyglądał jak zwykle pięknie...Tylko tym razem w jego oczach było widać podziw dla jej urody i wyglądu…Nie pozwoliła sobie na dłuższy kontakt wzrokowy i jak najszybciej odwróciła głowę Zaczęła wpatrywać się w wirujące pary...W pewnej chwili usłyszała głos Malfoya...
-Eliz chodźmy zatańczyć...dziewczyna złapała go pod ręke i poszli na parkiet...
Hermiona siedziała tak samotnie i biła się ze swoimi chorymi myślami...Aż do momentu kiedy usłyszała jakiś głos...Spojrzała za siebie i zobaczyła Goyla...
Na jej twarzy zagościło przerażenie...
-Zatńczysz? powiedział swoim basem...-Dobrze wychowani ludzie nie odmawiali tańca jeśli nie byli zajęci i jeśli mogli...Dziewczyna szukała jakiejkolwiek wymówki ale nic nie chciało jej przyjść do głowy...No przecież nie mogła mu powiedzieć że nie zatańczy z nim bo jest gruby i brzydki!!! Kiwnęła lekko głową i wstała...Powędrowali na parkiet...
Czas dułżył jej się bardzo...a każdy krok i obrót przydawały jej sercu ogromnego bólu...chciała teraz uciec...uciec jak najdalej mogła...W pewnej chwili zagrzmiał głos Profesor McGonagall...
-A teraz Tańczymy Zmieniańca...
Hermiona nie mogła uwierzyć własnym uszom...Ze szczęścia aż nadepnęła Grubasowi na noge...Ale ten chyba nic nie poczuł bo nawet nie odezwał się...
Kiedy usłyszała puzon obruciła się i wpadła w ramiona jakiegoś Krukona z 7 roku...następny obrót...Fred Weasley...następny obrót...jakiś Krukon...następny obrót....no tak następny obrót i Malfoy...
Złapał ją delikatnie w tali i zaczęli wywijać kółka...nie śmiała na niego spojrzeć...bała się...bała się że straci tak wspaniałą chwile...Dlaczego ten Ślizgon ją w sobie rozkochał dlaczego ten cholerny Malfoy a nie na przykład Ron lub Harry...było by łatwiej...o wiele łatwiej...
W pewnej chwili usłyszała jego głos...
-Co z tobą Granger...jakaś nie w sosie dzisiaj jesteś...syknął kiedy wykonali duży obrót...
Nie chciała mu odpowiadać...bo jakby mu nie powiedziała prawdy...musiała by skłamać...nie mogół się dowiedzieć prawdy...i z resztą dobrze...bo nie chciała aby z niej się wyśmiewał...Z jej miłości i silnych uczuć...
Hermiona zacisnęła usta i nic nie odpowiedziała...po chwili zmieniła partnera i aż jęknęła kiedy wpadła w objęcia Harrego...nie patrzyli na siebie...rozglądali się na boki... zmieszani do granic przyzwoitości...w pewnej chwili chłopak się odezwał...Przełamał pierwsze lody…
-Jesteś zła?
Spojrzała na niego groźnie i pokiwała głową...
-Poniosło mi...nie chciałem...dodał cicho...
-A myślisz że mi było miło kiedy mi oznajmiłeś że jestem jak dziwka!!! Wrzasnęła na Harrego który pobladł ze wstydu i strachu...
Większość ludzi przestała tańczyć i zaczęli patrzyć na kłócącą się pare która jako jedyna (nie licząc nauczycieli) tańczyła...
-Mówie że mnie poniosło i tylko mi się wymsknęło! Wcale tak nie myśle! Powiedział spokojnie wykonując kolejny obrót...
-Wiesz co...jesteś beznadziejny...do tego stopnia że nie chce mi się na ciebie patrzeć.! Krzyknęła odchodząc od niego i idąc w kierunku wyjścia...chciała teraz być sama...chciała rozbeczeć się jak małe dziecko które musiało jakoś wyładować złość...była bezsilna...jeśli by umiała to z pewnością porozwalałaby połowe szkoły...musiała dać upust nerwom...Usiadła na dziedzińcu i zadrżała...Łzy jak na złość nie chiały się wydobyć z oczu...coś je trzymało...jakaś dziwna siła…a tak by jej teraz pomóg taki zdrowy wybuch...Skuliła się i zakryła dłońmi twarz...było jej tak źle...tak się bała...W pewnej chwili podniosła teraz już rozczochraną głowę i spojrzała przed siebie...w jej kierunku zmierzał Malfoy...Dlaczego teraz...znowu będzie jej dokuczał i jeszcze bardziej ją zdołuje...Zacisnęła pięści i wstała...
-Czego chcesz...warknęła patrząc ze zgrozą na Ślizgona...
Nie powiedział nic...podszedł do niej i przytulił...dziewczyne na tyle mocno zszokował ten gest że nie potrafiła nic powiedzieć...
-Chodźmy na spacer...powiedział popychając ją lekko w kierunku bramy...
Szli tak przytuleni po drodze wiodącej do Hogsmade...wyglądali pięknie, jeśliby ktoś ich teraz zobaczył pomyślałby że to jakaś para...Pasowali do siebie...oboje chcieli być najlepsi...każdy z nich posiadał ambicje i plany na przyszłość...i byli bardzo urodziwi jak na swój wiek…
W pewnej chwili chłopak stanął...złapał dziewczyne za podbródek i spojrzał w jej orzechowe oczy w których zobaczył żal strach i złość...nie mógł powstrzymać uśmiechu który rozpromienił jego blade oblicze...musnął delikatnie te malinowe usta i spojrzał na nią ponownie...
Nareszcie...nareszcie doprowadził do wybuchu...Perłowe gorące łzy jedna po drugiej zaczęły spływać po rozrzażonych policzkach...
Pocałował ją ponownie...później znowu...i tak cały czas...jego pełne usta nabrzmiały i zrobiły się czerwone...Hermiona dostała gęsiej skórki...była taka szczęśliwa ale za razem zła na niego...bo takimi wyskokami robił jej nadzieje...
Objął ją ramieniem i poszli dalej…
-Coś ci powiem…odezwał się kiedy już wracali z powrotem…
-hmm?
-Wiem co się stało podczas szlabanu…
Stanął i spojrzał na nią… jej policzki oblał silny rumieniec…wyglądała jakby spaliła się na słońcu…
-s…skąd…wyszeptała…nie chciała na niego patrzeć…to za bardzo by bolało…pewnie już wiedział co do niego czuła…pewnie już wszystko wiedział…
Szum panujący w jego głowie przeszkadzał mu w wypowiadaniu słów, w taki sposób w jaki to robił zawsze…a szczególnie wobec tej dziewczyny…szlamy…głupiej beznadziejnej szlamy którą każdego dnia coraz bardziej pożądał i kochał…chociaż sam sobie nie zdawał z tego sprawy…
-Oh Granger! Ty mnie chyba nie doceniasz…wyszeptał jej na ucho…
Warknęła coś pod nosem i szybkim krokiem zaczęła iść w kierunku szkoły…
Ślizgom dogonił ją i złapał za ramiona…
-Czemu uciekasz…chętnie posłucham jaka była tamta noc?! Powiedział uśmiechając się złośliwie…
-Oh! Malfoy! Nie wiem kto ci tych bzdur nagadał! Ja z tobą nie spałam! Nigdy nie zniżyłabym się do tego poziomu…
-Ej ja nic nie mówiłem! Właśnie przed chwilką się od ciebie dowiedziałem że prawdopodopodobnie ze mną spędziłaś noc…Mam nadzieje że bredzisz lub coś…bo by się okazało że jestem zakażony szlamem…
Hermina nie mogła z siebie wydobyć żadnego dźwięku…szok wywołany wyznaniem chłopaka i popełnioną gafą, nadal nie przeszedł…Tak się zbłaźnić…do tego stopnia została teraz poniżona…
Stała na miejscu w którym zostawił ją chłopak i myślała…intensywnie myślała nad tą całą sytuacją…Zastanawiała się czy kiedykolwiek zdoła pokazać się publicznie…bo z tego co wiedziała Malfoy często rozsiewał złośliwe ploty na jej temat…Ból który towarzyszył myślom nie ustępował…Dziwne że jeszcze jakoś oddychała…taki stres…przez takie gówienka mogła by już umrzeć na przepracowanie mózgu…i szkoda że tak się nie stało…uniknęłaby następnych przykrych dni…Kiedy zaczęło się ściemniać żółwim krokiem zaczęła iść w kierunku szkoły…Sama sobie nie zdawała sprawy że się rusza…po prostu szła…nie wiedząc że jest obserwowana przez pewnego chłopaka…
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
Szablon
zrobiła
Yzoja. zdjęcie zrobiła
l00py. więcej w
mieście kreowania snów.