Pamiętnik

No nie wiem || wtorek, 28 grudnia 2004 || 23:20:15 ==>komentarze [20]

Hej nie wiem co wy widzicie w tym głupim opowiadaniu...no cóż...wasza sprawa...chciała tylko pozdrowić i zadedykować tą nieszczęsną notke dla osób które jakimś bardzo dziwnym sposobem lubią albo nawet jeśli tacy są co kochają moje opowiadanie...Mam nadzieje że spodoba się wam ta notka...i jeśli przeczytasz to skomentuj :) byłabym wdzięczna :P Ok już nie trzymam ... next notka :D


Hermiona leżała na łóżku z przymkniętymi powiekami i rozmyślała nad swoim jak dotychczas przykrym życiu...Zastanawiała się dlaczego ten przygłupi Ślizgon tak bardzo na nią działał...dlaczego jego spojrzenie tak bardzo ją onieśmielało...I dlaczego Harry musiał zniszczyć ich tak dułgo budowaną przyjaźń...Jej rozmyślania przerwało wejście do pokoju Ginny Weasley...Spojżała na Dziewczyne...a po chwili podeszła do niej i szturchnęła delikatnie...
-Hermiono...odezwała się...powodując w Gryffonce wstrząs pod wpływem którego przetórlała się i spadła na posadzke...
-Oh Ginny! Nigdy więcej mnie tak nie strasz...szepnęła podnosząc się z podłogi...
-Jest za 10 dziesiąta a ty jeszcze nie ubrana...powiedziała śmiejąc się...Hermiona poderwała się z miejsca i z przerażeniem popatrzyła na zegarek wiszący w rogu ściany...
Była jeszcze nie ubrana a za te przeklęte 10 minut miała się stawić w gabinecie Filcha...
-Ginny! Wyjmij mi z kufra granatową bluze i niebieskie dźinsy...ja lece do łazienki...
I pobiegła...kiedy po pięciu minutach wróciła z niej musiała pośpiesznie ubrać reszte garderoby...w końcu jednak pędziła zimnym korytarzem w kierunku gabinetu tego zgoszkniałego woźnego...
Kiedy znalazła się przed drzwiami pokoju westchnęła ciężko i zapukała...usłyszała zachrypnięty głos Filcha który oznajmił że ma wejść, a raczej jak on to powiedźiał "wleść" do pomieszczenia...
Złapała za zimną klamke i nacisnęła...łatwo ustąpiła i drzwi otworzyły się...
W pokoju nie było jasno...wręcz na odwrót panował zmrok...powietrze było ciężkie...i zimno...o tak można było spokojnie przyznać że w tym pomieszczeniu było bardzo zimno...Hermiona zadrżała i powoli weszła do gabinetu...rozglądała się na około...była ciekawa bo nigdy wcześniej tu nie była...żaden nauczyciel jeszcze ją nie ukarał takim zwykłym szlabanem...
Ustanęła przed biórkiem i spojrzała pytająco na mężczyzne...
Już chciała coś powiedzieć jak do pokoju bez pukania wszedł Malfoy...
-No to co robimy...palnął przy wejściu...
Dziewczyna miała nadzieje że Filch jakoś zaaraguje na ten niekulturalny gest ale ten to przemilczał...wskazał na dwie szmaty w roku...
-Weście to i pójdziemy do pewnej sali którą macie wyszorować do czysta...
Hermiona wygięła usta w złośliwym uśmiechu...kto jak kto ale ona potrafiła posprzątać zwykłym sposobem...to znaczy bez czarów...
Woźny prowadził ich zawiłymi korytarzami...aż w końcu Ślizgon i Gryffonka stracili rachube...
jednak po niedułgim czacie zatrzymali się przed jakimiś brudnymi i chuba przez jakieś 500 lat nie otwieranymi drzwiami...Zaklęciem je otworzył i wszedł do środka...
Zapalił pięć świec i oznajmił że tyle powinno wystarczyć...
Poszedł...poszedł zostawiając tych dwojga sam na sam...hermiona od razu wyszuła że ten szlaban nie będzie należał do najprzyjemniejszych...
Złapała za szmate i zaczęła powoli ścierać kurze z szafki...
Kiedy całkiem pochłonęła ją praca zdołała zapomnieć o tym że Malfoy jest blisko...a chłopak nie dawał o sobie znać przez pewien czas...
Ale to nie mogło dułgo trwać...chłopak zaówarzył że praca zbyt łatwo jej idzie...
Podszedł do niej kładąc swoje blade ręce na jej biodrach...
Hermiona odwróciła się i spojrzała na niego morderczym spojrzeniem...
-Weź ze mnie te brudne i oslizgłe łapska Malfoy!
Chłopak usmiechnął się złośliwie i złapał ją za ramiona...
Hermiona była twarda...odwróciła głowę i nie pozwoliła się pocałować...miała nadzieje że chłopak ją puści no ale nie...szturchnęła ją i kazał spojrzeć sobie w oczy...
-Nie! Odwal się...wrzasnęła...po jej policzkach zaczęły spływać pojedyńcze łzy bezradności ...tak chciała być w domu...Lub chociażby ze swoimi przyjaciółmi...
W pewnej chwili dziewczyna zebrała całą siłę i spojrzała na niego...
-Puść mnie albo pożałujesz...Chłopak słysząc te słowa szyderczo się zaśmiał...jak on kochał denerować tą bezbronną osóbke...oh jak on to uwielbiał robić...
-Nie puszcze cię?! Wysyszał...
-Po co mnie tak trzymasz? wiesz że to boli? warknęła zaciskając pięści i oblewając się purpurą...Była gorzej niż wściekła na tego głupiego Draco Malfoya...
-Wiesz...po to...żeby...hmm....no nie wiem? A jak myślisz...
Pokręciła z przekąsem głową...kryształowe łzy nadal spływały po jej czerwonej od złości twarzy...Jak ona teraz pięknie wyglądała...Taka bezradna...piękna...i wściekła na wszystko...Zblirzył twarz do jej szyji...
Delikatne perfumy dodawały jej gracji...
-Przestań...jęknęła patrząc na bladą twarz chłopaka...-Prosze...
Włosy zsunęły się jej na twarz...przyklejając się do niej...
Po chwili Draco złożył gorącego buziaka na jej szyji...(Później jak się okazało jego wynikiem było zaczerwienienie nazywane "malinką")
Jej ciało przeszyła fala gorąca...chłopak swoimi gestami rozpalił w niej płomień...który był tak bardzo niepożądany w tym momencie...
Rozluźniła ręce...wiedziała że nie może nic poradzić na tego bezczelnego chłopaka...A Malfoy chyba już zrozumiał że dopiął swego...i puścił ją...
Hermiona miała w sobie pustkę...nie mogła nad sobą zapanować...położyła ręce na jego ramionach i ustała na palcach...
musnęła delikatnie jego już nabrzmiałe usta...W pewnej chwili Draco podniusł ją i posadził na biórku...zaczęli się znowu całować...znowu powtórzyła się ta sytuacja...chłopak całkowicie oddał się pocałunkowi...
W pewnym sęsie uwolnili napięcie towarzyszące tej beznadziejnej sytuacji...Uwolnili pożądanie i namiętność którą oboje gromadzili przez noc...
Oboje zapomnieli o szarej żeczywistości i wznieśli się na wyżyny szczęścia.
Mogliby tak gdyby nie powrót odrobiny rozsądku do głowy Gryffonki...odepchnęła go zeskakując z biórka...
-Jesteś niemożliwy! Krzyknęła oddyachjąc cięzko...
-A ty cienka w całowaniu...hmm...no bo u szlam to chyba rodowite nie?-odgryzł się przeczesując ręką gładkie blond włosy...Wiedział doskonale że jak narazie to ona jest najlepsza w tym wachu, od wszystkich dziewczyn z jakimi się całował...a wieżcie mi było ich naprawde dużo...Dziewczyną wstrząsnęły słowa Malfoya...wydawało jej się że było dobrze...a teraz załapała zgasa...nie wiedziała co ma powiedzieć,...
-To czemu nie chciałeś mnie puścić...? Tymi słowami trafiła w czuły punkt chłopaka...






Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej



Co za pech... || niedziela, 26 grudnia 2004 || 23:05:55 ==>komentarze [12]

Zastanawiał się dlaczego właśnie tak postanowił karać tą Gryffonke...I dlaczego nie mógł zostawić ją w spokoju...coś do niej go ciągnęło...coś co pragnęło zmącić tą jej nieskazitelność i czystość...
Wstał...postanowił przejść się...nie obchodziło go że jest 22...on zawsze robił co mu się chciało...
Poszedł...tak jak planował...kiedy znalazł się blisko wierzy gryffindoru usłyszał jakieś niewyraźne krzyki...stanął...próbował się wsłuchać w słowa ale nie dało rady był za daleko...powoli zaczął zmierzać w kierunku źródła kłótni...
Dźwięki doprowadziły go do wierzy Gryffindoru...
Stanął i zaczął słuchać...
-To nie moja wina!!! Harry prosze nie zrozum mnie źle...
-Mogłaś nie pokazywać że ci na mnie zależy...
-Ależ Mi bardzo zalerzy ale jako na przyjacielu! Proszę cię...zapomnij o tym!
-hermiono tak się nie da! za bardzo mnie w sobie rozkochałaś!
-Oh daj spokój...napewno nie!
-Twoje ruchy mnie prowokowały! Dawały mi nadzieje! A teraz co?
-Jakie znowu ruchy! Krzyknęła wściekle...a w jej oczach zapaliły się niebezpiszne płomyki...
-Hmm....no nie wiem...? Dziwkarskie! Odpowiedział tagże wściekle Gryffon-za bardzo cię kocham! A ty mi takie coś robisz?...
W pewnej chwili Malfoy usłyszał cichy plask...
-Pożałujesz tego...powiedział cicho potter i dalo sie slyszec pospieszne kroki...
Ślizgon nie mogl powstrzymac sie od usmiechu...dla niego bylo to takie zabawne...właśnie był świadkiem porażki Pottera...nie wiedzial za to jak bardzo to przezywala dziewczyna...
kiedy myslal ze juz nikogo nie ma wyszedl z kryjowki i zrobil juz trzy kroki jak uslyszal cichy szloch...
Zatrzymal sie i wsluchal ponownie...
Ta na pozor twarda dziewczyna teraz plakala! Wyjzal zza rogu i zobaczyl ja...kleczala na schodku z twarza zakryta dloniami...
Przyszlo mu na mysl tylko jedno...teraz moze ja pograzyc...i zemscic sie...
Zaczal isc w jej kierunku glosno tupiac...Spojrzala na niego z pomiedzy palcow i jeszcze glosniej zaszlochala...
Złapał ja za ramiona i postawil na nogi...
-Nie rycz...warknal wsciekle...
-Bo co! wrzasnela...
-Zamknij sie bo wszystkich obudzisz!
-No i dobrze! krzyknela rownie glosno...
Ślizgon dobrze wiedzial jak ma usiszyc ta glupia dziewczyne...
Zblirzyl sie do niej i zlapal za jej rece...odsunal je od twarzy ukazujac czerwone i spuchniete od placzu oczy...po jej policzkach nadal splywaly gorace lzy...wygladala tak slodko...jak dziecko ktoremu wlasnie zabrano ulubiona zabawke...
-Oj odwal sie! Wypierdalaj stad! krzyknela probojac wyrwac rece z silnego objecia Draca...
-nie...
-Oj wynos sie!!! Zostaw mnie!!! Krzyczala...
A on za kazdym razem odpowiedal tylko ciche nie...
W koncu znudzily mu sie jej krzyki i niespodziewanie zatkal jej usta swoim jezykiem...Dziewczyna tak bardzo chciala go odtracic...ale teraz nie mogla nic...byla bezradna...zrospaczona i nie myslala racjonalnie...
Właściwie to nie zdawała sobie nawet sprawy ze z rospaczy odwzajemniła pocałunek...
A chłopak zapomniał o tym że właśnie całuje swojego wroga i oddał się całkiem temu głębokiemu i namiętnemu pocałunkowi...czuł zapach swojej partnerki...czuł jak szybko bije jej serce...
Palcami muskał delikatnie jej czyje i ramiona...
Ona zas polozyla rece na jego ramionach...ten błogi stan nie trwał dułgo bo kiedy oderwali się od siebie aby nabrać powietrza Hermiona odzyskała częśc zdrowego rozsądku i odskoczyła od niego jak opażona...
Chłopak oblizał usta...czuł jeszcze smak jej ust, pomieszany ze słonym ale jadnak podniecającym smakiem łez...
-nigdy...więcej...tego....nie...rób....powiedziała wściekle oddychają ciężko...jeśli by nie to że właśnie w tej chwili Profesor McGonagall wyszła z za roku Gryffonka pewnieby w desperacji sięgnęła po różdżke...
-Co tu się dzieje! Krzyknęła Profesorka a w jej głosię dało się słyszeć nutke strachu...
-Nic pani profesor!...odpowiedział spokojnie Malfoy...
-No wiecie co! myslalam ze szlaban wystarczyl ale to?! Nie no nie wiem juz co na was podziala...Macie stawic sie u Woźnego Filcha jutro o 10! On się wami zajmie...
Poszła...poszła zostawiając zszokowanych nastolatków patrzących na siebie z nienawiścią...
-Do zobaczenia jutro szlamo...warknął odwracając się na pięcie i kierunjąc się w strone swojego dormitorium...
Był taki zły że nie zapanował nad sobą...że dał jej tą świadomość że w tamtej chwili byli równi...pierszy raz takie coś popełnił...nigdy wcześniej żadna dziewczyna nie doprowadzała go do takiego stanu!...Z takimi myślami położył się do łóżka i po dułgiem czasie zasnął...


Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej



no nie... || sobota, 18 grudnia 2004 || 13:07:51 ==>komentarze [14]

Hej daje tak szybko note bo pozniej mi sie nie bedzie chcialo pisac wiec cieszcie sie ludzie Notke dedykuje wiernej czytelniczce Moddy i Najarze :P dzieki wam dziewczyny...



Hermiona bardzo dziwinie czuła się w towarzystwie obcej dziewczyny...Eliza wprawiała ją o dreszcze...była na nią zła...zła za to że ta blada i bezbronna osóbka jest taka ładna...Moze się czegoś bała?...może bła się że chłopacy od razu do niej sie przylepia a stara Hermiona zostanie sama jak palec...tak...tego sie najbardziej obawiała...więc robiła wszystko aby tylko Eliza nie spotkała Harrego i Rona...unikała miejsc gdzie zwykle siadywali...ale w końcu nie mogła chować się wiecznie...Wieczorem natknęły sie na Harrego I Rona w WS.
-Gdzie byłaś cały dzien...martwiliśmy się...powiedział Harry patrząc czule na Gryffonke...
-Oh nie musieliście...powiedziała oblewając się szkarłatem...Musiałam pilnować Elizy...GoodBlood...powiedziała wskazując ręką na dziewczyne stojącą za nią...
Odsunęła sie i pokazała ją im...Hermiona zaczęła sie bacznie przyglądac chłopakom czy przypadkiem któryś z nich nie będzie sie na nią patrzył z uwielbieniem lub jakims wiekszym zainteresowaniem0...
Zaówarzyła w oczach Rona ogniki a u harrego tylko maly przeblysk iskier...ucieszyla sie ze harrego ona nie obchodzila..
Teraz ta laseczka mogla sobie z nimi przebywac...Po kolacji wrócili do dormitorium...hermiona wziela prysznic i powoli weszla spowrotem do sypialni...Kiedy juz usiadla na lozku i chciala polozyc sie uslyszala cichy szloch...cicho podeszla do lozka z ktorego wydobywal sie owy placz...To bylo lóżko Tej GoodBlood...Rozchylila ostroznie kotary i zajazala do srodka...
Eliza siedziala skulona i plakala...koloniej lezala pognieciona kartka papieru...
-O bosze...szepnela hermiona i usiadla kolo dziewczyny...
Objela ja i zapytala co sie stalo...
-Oh Hermiono...moja mama niezyje...powiedziala wybuchajac kolejnym strumieniem lez...Gryyfonke zszokowaly slowa kolezanki...ona sama miala jeszcze obydwuch rodzicow i jeszcze nie myslala jak sie bedzie czula jak ich straci...
Tulila ja jeszcze bardziej...starala sie ja pocieszyc...w koncu dziewczyna zasnela...
hermiona okryla ja koldra i wykonczona polozyla sie spac...
Obudzila sie w nocy...koszmary senne nie dawaly jej spokojnie spac...wyskoczyla z lozka...narzucila szlafrok i powoli zeszla na dul...zaspana usiadla na fotelu ale po chwili gwaltownie z niego wstala...
W fotelu spał Harry...
I przez jej nieowage wlasnie sie obudzil...
-Oh harry bardzo cie przepraszam...powiedziala zachrypnietym glosem...
Z głebi fotela dało się słyszeć ciche..."nieszkodzi"

-Co tu robisz?! Zapytała głupio się na niego patrząc i nadal niemogąc obudzić się z szoku spowodowanym pechowym siadaniem...
-To co ty...
-Ja?
-No...
-Ale ja wiesz...- miałam koszmary...-westchnęła siadając na przeciwko niego...
W kominku dopalały się drewienka, ledwo rozświetlając pomieszczenie...
Harry spojrzał niepewnie na Gryffonke i znowu to się stało...znowu było to dziwne uniesienie podczas patrzenia na tą brzoskwiniową i rumianą twarz...Przeszedł go dreszcz...do tej pory nie zdawał sobie sprawy jak bardzo zalerzy mu na tej niewinnej dziewczynie...Potrząsnął głową w nadzieji że przestanie się tak dziwnie czuć...ale to nic nie pomogło...na odwrót...coraz bardziej chciał podejść i pocałować te gładkie i pełne usta...które jak myślał nie były niegdy całowane tak jak powinny...
Korciło go aby powiedzieć jej to o czym teraz myśli...ale nie chciał...nie mógł...to by było tragedią...załamałby się jeśli by go odrzuciła...
-Ja ide spać...powiedział wstając...kiedy przechodził koło jej fotela poczuł ciepły dotyk na ręce...
Spojrzał pytająco na dziewczyne ...
-Zostań ze mną...będe miała znowu koszmary...
-Ale nie możemy tu zostać...powiedział zgrzytając zębami ze złości...
-No to idę z tobą do ciebie...nic się nie stanie? Po jej słowach w Harry wezbrała ogromna fala radości...kiwnał głową i pomógł wygramolić się dziewczynie z fotela...
Powoli i w głuchej ciszy weszli do sypialni chłopców...
Chłopak ostrożnie rozsunął kotary i zaczekał aż Hermiona ułoży się wygodnie...A później sam wpakował się do ciepłego wyrka...
Przez pierwszą godzine nie mógł usnąć...nie wierzył w to co się działo...koło niego spała sobie spokojnie Hermiona...jego 6 letnia przyjaciółka a teraz coś więcej...tak mu się zdawało...Na pewno dla niego nie była już tylko dobrą kolerzanką...teraz widział w niej piękną dziewczyne i kogoś wyjątkowego...
+++
Gryffon obudził się około 7-30...pochylił się nad dziewczyną i szturchnął ją delikatnie...
-Oh...co się dzieje? Wymamrotała nieprzytomnie...
-Za 30 minut zaczynają się lekcje...pośpiesz się...bo nie zdążymy...
Dziewczyna wyskoczyła z łóżka i pobiegłą do swojego dormitorium...dzisiaj miała przedstawić referat na temat życia wampirów...Na ONMS...strasznie się bała...bo nowy nauczyciel "Lean McBell" był jak narazie bardzo surowy dla nich...
W końcu całą trójką szła w kierunku miejsca gdzie miała odbyć sie lekcja...
Dzień był zimny...a dziewczyna nie wzięła żadnych dodatkowych ubrań...bo zdawało się jej że powinno być cieplej...harry spojrzał kontem oka na dziewczyne i zobaczył jak się trzęsie z zimna...Objął ją ramieniem i przytulił czule...
-Już ci cieplej?
-Yhym...odpowiedziała uśmiechając się...
Nareszcie doszli do danego miejsca...Ślizgoni już tam byli...zresztą tak jak część Gryffonów...
Hermiona rozglądała się na około z pogodnym uśmiechem na twarzy...aż do momentu jak jej wzrok natrafił na Malfoya...Ten Pajac znęcał się nad jakimś Gryffonem...
-Jak on może! Fuknęła wydobywając się z objęć przyjaciela...
Stanowczym krokiem podeszła do grupki Ślizgonówi i zmierzyła ich wściekłym spojrzeniem...
-Zostawcie go...warknęła patrząc w kierunku Malfoya który wyrwał właśnie gryffonowi książke...
-Oddaj to Malfoy...powiedziała podchodząc do chłopaka...
-Ooo...nasza gryffońska szlama...Powiedział kpiąco...
Cała grupka która ich otaczała wybuchnęła śmiechem...
-Oh! A ty lepszy?! Wiesz...ja nie umierałam z byle bólu głowy...zakpiła wściekle...
Z twarzy chłopaka zniknął ten jego złośliwy uśmieszek, a zagościła wściekłość...
-Zamknij się Granger...
-Oj Malfoy Malfoy...twoi przyjaciele nie wiedzą jak bardzo cię bolało? No powiec im jak prawie się poryczałeś...
Ślizgon rozejrzał się w około i przeklął pod nosem...Nie pomyślał że reszta kolegów nie wie o czym ta dziewczyna mówi...
-Wiesz co Granger...nie wsadzaj swojego wścibskiego nochala w nieswoje sprawy...Jeszcze pożałujesz tego co mówisz...Odwrócił się i z resztą Ślizgonów odszedłw kierunku zamku...
Lekcja minęła bardzo spokojnie...Dziewczynie udało się przedstawić swój materiał doskonale uzyskując 20 punktów dla swojego domu...
kiedy zadzwonił dzwonek udała się do biblioteki...wypożyczyła dwie wielkie książki i powoli zaczęła iść spowrotem...do swojego dormitorium...
W pewnym momencie dosłownie wyrósł przed nią Malfoy...
-O nie...jękneła cicho...
-No no...kogo my tu mamy...Granger...
-odwal się głupku...powiedziała próbując go wyminąć ale on stał twardo zasłaniając przejście...
No i w końcu chłopak dokonał zemsty...złapał ją za podbródek i nachylił się nad nią...musnał jej czerwone usta i uśmiechnął się złośliwie...
-Przesrałaś see u mnie...
Dziewczyna z wrażenia upuściła książki...przypomniały jej się te wspaniałe chwile kiedy chłopak był z nią podczas szlabanu...
-Nie...nie boje się...odpowiedziała schylając się po rzeczy...
Kiedy je podniosła poczuła silny uścisk na ramionach...a później znowu jego ciepłe usta...tylko że teraz wepchnął na siłe swój język do jej krtani...
Chciała go odtrącić ale on był silniejszy...Nie odwzajemniała tego pocałunku...starała się zrobić coś aby skończył się jak najszybciej...bo tak nie mogło być...ona nie chciała tego...bo mogła by jeszcze popełnić jakieś głupstwo...
W końcu ją puścił...jego już nabrzmiałe i spuchnięte od pocałunku usta wykrzywiły się w uśmiechu...Oddychając ciężko powiedział:
-Dziewczyno ja ci zrujnuje te spokojne życie...
I poszedł...Zostawiając ją ze swoimi zagubionymi myślami..

Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej



Niewdzieczna... || piątek, 17 grudnia 2004 || 16:25:09 ==>komentarze [101]

Dziewczyna siedziała na schodach i czytała swoje ostatnie notatki...Po chwili zdała sobie sprawy że tylko je czytała...nie wchodziło jej nic do głowy...nie mogła sie skupić...o czym to tak bardzo chciała myśleć...
Kiedy w oddali usłyszała śmiech pewnego Ślizgona zorientowała się...myślała o Draco Malfoy'u!!! Złapała się za głowę i pokręciła nią bezradnie...zo ona dobrego zrobiła będąc w takim bliskim kontakcie z tym Ślizgonem...
Powoli wstała z miejsca i złapała torbę z książkami...
Szła tam-gdzie nogi ją wiodły...w tym przypadku do PW Gryffonów...
Zajżała ostrożnie do pomieszcznie...ucieszyła się bo nikogo nie było...Opadła ciężko na fotel i westchnęła...
Niechciane łzy zaczęły powoli spływać po jej zaczaczerwienionych i rozgrzanych policzkach...ah! co ona dobrego zrobiła...Zakryła dłońmi twarz i całkiem się rozkleiła...
Nie zdając sobie z tego sprawy zasnęła...
Pół godziny potem Harry i Cho wbiegli do pokoju śmiejąc się...
-Oh Harry! Ja niemoge! A już myślałam że przegrasz! Mówiła zaśmiewając się dziewczyna...
Harry już miał odpowiedzieć jak zobaczył śpiącą i tak słonko wyglądającą Hermione...
Spojżał bezradnie na Chang i powiedział...
-Cho...słuchaj lepiej już idź...
Dziewczyna nie zaówarzyła Gryffonki więc nie wiedziała o co chodzi chłopakowi...
-Ale Harry! Co się dzieje?!
Zbliżyła się do niego łapiąc delikatnie jego gładką szyje ale on odepchnął ją...
-nie Cho! Mówię ci że lepiej idź...
Na twarzy chang pojawil sie wybredny grymas i poszla...
Chłopak podszedł cicho do Hermiony i spojżał na jej zarumienioną twarzyczke....
...Oh jaka ona jest śliczna...pomyślał dotykając ostrożnie jej ręki...
Podniosł ją i zaczął wchodzić z nia na rekach po schodach...
Wszedł do dormitorium i polozyl ja na lozku...przykryl koldra i juz mial wychodzic jak dziewczyna sie obudzila...
-Oh...harry...dziekuje...zasnelam..wiesz uczylam sie...
-Śpi Hermiono...powiedzial usmiechajac sie czarująco do niej i wychodzac z pokoju...
Sam też poczuł zmęczenie i w końcu postanowił sie także położyć...
***
Dziewczyna obudziła się wcześnie...wstała z łóżka i spojżała na siebie...
Wczoraj nawet się nie wykompała...Złapała biegiem za szlafrok i ręcznik i popędziła do łazienki...
Po obfitej kąpieli wyszła z łazienki cała lśniąca i promieniująca szczęściem...
Wróciła do pokoju...ubrała sie i poszła na śniadanie nie czekając na chłopaków...
Jedząc kanapki nie myślała o niczym...w jej głowie była pustka...Nagle poczuła jak ktoś dotyka jej ramienia...Wzdrygnała się i spojżała za siebie...
Stała tam profesor McGonagall...a koło niej jakaś dziewczyna...
-Dzień Dobry Pani...powiedziała wstając szybko...
-Witam Panią Panno Granger...
-Coś się stało? zapytała spoglądając kontem oka na towarzyszke profesorki.
-Nie Panno Granger...ale chciałam panią o coś prosić...Bo widzisz...Eliza przyjechała tu z daleka...i od dzisiaj będzie chodziła do tej szkoły...mogła być się nią zająć? Ja nie mam teraz czasu za dużo lekcji...a tobie powinno pasować...jesteście z jednego roku i w tym samym domie? to jak?
-Oczywiścię...proszę pani...oczywiście...
-No dobrze...no to Zjedzcie coś i idźcie na lekcje dowidzenia dziewczynki...
Odpowiedziały jej zgodnie a Hermiona spojżała na dziewczyne...
Miała dułgie czarne i proste włosy...z twarzy była bardzo ładna...ale strasznie blada...Dziewczyna wystawiła do niej ręke...
-Jestem Eliza...Eliza Goodblood...
Hermiona niepewnie uścisnęła zimną dłoń nowoprzybyłej...
-No to co? Zjemy coś? zapytała...jej głos wydawał się Hermionie taki piękny...
Ocknęła się i usiadła spowrotem...



Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej



Wolna! || poniedziałek, 13 grudnia 2004 || 08:58:06 ==>komentarze [10]

Oboje jeszcze spali...Hermiona pierwsza otworzyła nieprzytomnie oczy i krzyknęła "proooooooosze" zmieszane z duułgim ziewnięciem...
Do pokoju weszła McGonagall...
-Koniec kary...powiedziała wyciągając różdżke przed siebie...Jedno skinienie nadgarstka i był już wolna...wolna...bez Malfoya...poderwała się zmiejsca żeby podziękować ale pani profesor już nie było...
-Dobra Szlamo ubieraj się i spadaj stąd! Warkną patrząc złośliwie na dziewczyne...
-Nie musisz dwa razy powtarzać odpowiedziałą biorąc ubrania do ręki i idąc do łazienki...
Tak się cieszyła...ale jednak gdzieś w sercu ją cisnęło że nie będie mogła bez żadnego protestu oglądać tej bladej i przystojnej twarzy.
Po chwili wyszła już ubrana i uczesna...sięgnęła po różdżkę i spakowała wszystkie rzeczy...
Wychodząc z pokoju ostatni raz odwróciła się i omiotła pokuj czułym wspomnieniem...tu już przestała być tylko niewiną dziewczynką...zacisnęła pięści i ruszyła w kierunku "swojego prawdziwego" dormitorium...
Kiedy po wypowiedzeniu hasła weszła do pokoju zastała w nim Ginny....
-Czesć! Powiedziała radośnie uśmiechając się do koleżanki...
Ta zaś odwzajemnił uśmiech i podeszła do Hermiony...
-CO ty tu robisz? A szlaban? zapytała zdziwiona.
-Koniec! jestem wolna! powiedziała głośno zastanawiając się co teraz może zrobić...jako pierwsze przyszło jej na myśl pogodzenie się z Harrym i Ronem.
Wiedziała że to nie będzie łatwe ale warto było próbować...bo za wiele razem przeszli aby teraz od tak to wszystko kończyć...
Weszła po cichu do sypialni chłopaków i rozsunęła cicho kotary od harrynego łóżka...
Usiadła koło niego i zasunęła je z powrotem...
Patrzyła się na śpiącego chłopaka i serce w niej pękało...
Co ona do niego czuła...dlaczego tak bardzo przeżywała to wszystko....Widocznie kochała go jeszcze bardziej niż powinna...
Dotknęła delikatnie jego ciepłego policzka i aż zadrżała...od tego chłopaka bił teraz taki spokój...nie chaiała go zbudzić aby nie psuć mu tego...
Już chciała iść jak chłopak sam się obudził...
-Co ty tu robisz! Warknęła niegłośno ubierając okulary...Gdzie jest Malfoy?
-Słuchaj Harry...chciałam cię bardzo przeprosić...nie wiem co się działo ale to było takie....takie dziwne...musiałam z nim być i on mi był jak wy...ale tylko do momentu jak działał eliksir...wybacz...powiedziała jeszcze raz smutno i spuściła głowę...
-Dobra Hermiono! Nic się nie stało...powiedział tuląc ją do siebie...
Była taka ciepła...nie mógł trzymać do niej urazy...bo to by było świętokradztwo...
-A ron? tez sie obrazil? zapytala kiedy w koncu odsuneli sie od siebie...
-Nie...powiedzial ze nie...bo nie widzial tego i zaczal gadac ze mialem zwidy...odpowiedzial usmiechajac sie gorzko...
-No nic! A teraz ja ide a wy sie ubierajcie...idziemy na sniadanie :P oznajmila weslolo i poszla do swojego dormitorium...
Wszystkie dziewczyny spaly...ona wziela tylko ksiazke do numerologi i zeszla na dul...nadal byla tam Ginny...ale teraz...hmm najwyrwazniej spala...bo nie odpowiedziala na przywitanie chlopcow...
-A ta spi? zapytal zdziwiony ron...
-Tak Ronaldzie...zasnela...chyba byla zmeczona...
No i tak jak wczesniej cala paczka poszli do WS na sniadanie...
Dziewczyne przez caly czas zastanawialo dlaczego McGonagall tak szybko zrezygnowala kare...ale teraz nie powinna sie tym zameczac...powinna myslec o Harrym i Ronie...

Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej



Tajemnica || czwartek, 9 grudnia 2004 || 14:00:14 ==>komentarze [11]

Hej wam! Jusz mi lepiej :) napisze cos! heh ale innym sposobem...bede opisywala ich wydazrenia tak jakbym stala z boku...chyba bedzie lepiej zobaczycie :) jak wolicie stary sposob to piszcie....zdam sie na was :D




Gryffonka tego dnia musiała usiaść przy stole Ślizgonów...tak źle się przy nim czuła...ale miała jakies wyjście? Draco i tak pewnie by jej nie słuchał jakby zaprotestowała...
Zjadła dwa nieduże tosty i czekała aż jej partner zje swoje jedzenie...
Minęła godzina udręki zanim nareszcie wstała on tego cholernego stołu...
Poszli na Transmutacje...
W szkole już nie było nowością że Granger cały czas jest z Malfoyem...I nie czepiali się już ich kiedy szli korytarzem z rękoma blisko siebie...
Gryffonce nie było to na ręke...nie mogła robić tego co chciała...nie mogła porozmawiać z Harrym...z Harrym który się na nią obraził za tak jak twierdzi zdrade...nie dał sobie nawet wyjaśnić...Kiedy o tym myślała oczy jej lśniły od łez...Ale najcześciej jakoś się trzymała i nie dawała po sobie poznać że cierpi tak mocno...
Czasami tylko Malfoy nabijał się z niej i nazywał r"szlamowym ryczkiem" W takich momentach zaciskała mocno usta i z całych sił starała się wytrzymać te niepokojące napięcie...
Pewnego dnia kiedy Ślizgon już spał Hermiona wyjęła pamiętnik i zaczęła w nim pisać...Nie zdawała sobie sprawy z tego że chłopak to wszystko widział...W tym zeszycie uwalniała wszystkie swoje troski i pragnienia...pozbywała się żalu do ludzi...szczerze mówiąc to był jej najlepszy przyjaciel który zawsze ją wysłuchał...w tym wszystkim było cos dziwnego...kiedy napisała już o tym co ją dręczyło i co było niemiłe...to wszystko popadało w niepamięć....Cieszyła się z tego...bo inaczej nie mogła by przeżyć tego miesiąca z zjadliwymi i dobitnymi przytakami Tego głupiego Malfoya...
Napisała wszystko co jej leżało na sercu i zasnęła...chłopak zaciekawił się co ona robiła o tak późnej porze i postanowił że jutro kiedy dziewczyna będzie się kompać sprawdzi to...
Następnego dnia starał się być dla niej całkiem miły no i mu to tylko tak troche wyszło...ale i tak było dobrze bo tylko dwa razy płakała :)
Kiedy dziewczyna w końcu poszła się wykompać odczekał chwile i sięgnął do jej stolika...Wyjął Czarny gryby zeszyt na którym było napisany coś jakby chiński napis...nie umiał tego rozczytać ale tym sie nie przejął ... otworzył zeszyt na ostatnim wpisie i zaczął czytać:
Kochany Pamiętniczku!
Dzień nie był aż taki okropny...Draco mnie nie dręczył aż tak ale i tak mnie irytuje za każdym razem jak coś mówi...
Dzisiaj widziałam Harrego...i Rona...Tak mi jest smutno bez nich...Tak bardzo ich obu kocham...Nie wiem jak ja przeżyje resztę miesiąca z tym Ślizgonem...Tak bardzo jest mi tu źle...a jednak nic nie robie! A Dlaczego? Sama nie wiem...przecież mogłabym sobie to wszystko ułatwić...nie wiem...

Chłopak nie chciał czytać dalszej części otworzył o pięć stron dalej...I zaczął ponownie czytać...
Pamiętniczku!
Jestem taka wściekła!!! Dostała szlaban z Malfoyem!!! I co ja zrobie??? Harry i Ron...oh! nie będe sie z nimi widywała! Bo ten pajac nie będzie chciał!!! Chociaż nie było aż tak źle dzisiaj! Bo wypił eliksir przyjaźni i był miły...ale to tylko trzy dni...:( Poźniej nie wiem co zrobie...

Przewinął kartke...Tam były opisan enastępne dni.
Kochany!!!
Stało się co stało jest okropne! Harry mnie osoądził o zdrade!!!
Ah dlaczego to mnie musi spotykać!!! A wiesz o co? za to że Malfoy mnie przytulał bo było mi źle...
No nie! Dlaczego chłopacy są tacy straszni!!!
I tu była mała przerwa...niżej był opisany trzeci dzień...
Kochany Pamiętniku!
Stało się coś czego sobie nigdy nie wybacze...przez to siebie poprostu znienawidziłam...co ja najlepszego zrobiłam!!! (ślady łez na kartce)
Wyobraź sobie że ja...j...ja i Malfoy...wiesz...kochaliśmy się...nie wiem co mnie do tego popchnęło...chcem o tym zapomnień...nie mówie że było źle...ale...ale ja nie wiem...nie wiem dlaczego ja to zrobiłam!!! Jak się ciesze że on o tym nie będzie pamiętał! Oh jak dobrze! Bo by się ze mnie nabijał!
Chociaż czy ja wiem...było bosko...jemu widocznie też się podobało...nie wiem dlaczego on to zrobił...może mu sie podobam? Ah nie ważne...On cały jest boski...wiem wiem nie powinnam tego pisać no ale tak...każdy jego dotyk rozpala moje ciało, a w środku wszystko buzuje!!! Oh ratunku! Uwalnij mnie z tego wstydu i upokożenia! Nigdy w życiu nie pozwole mu na takie coś! Nigdy! Obiecuje ci to! !
Przestał czytac...tego czego sie dowiedział było jak narazie już za dużo...Odłożył na miejsce pamiętnik i położył się spać...dziewczyna po chwil wróciła...Położyła się i w końcu zasnęła...
Ale on sam nie mógł zasnąć...za dużo się dowiedział...tak stanowczo za dużo...teraz miał coś co można było nazwać wyrzutami sumienia...skrzywdził ją...
Nie wiedząc nawet o tym zasnął...
Rano obudziło ich głośne pukanie do drzwi...


Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej



5 || piątek, 3 grudnia 2004 || 23:17:29 ==>komentarze [4]

Leżałem na podłodze i byłem tak bardzo na siebie wściekły...przez bezradność...bezradność która mną teraz władała.
Otworzyłem oczy które tak strasznie mnie teraz piekły...Granger...Ta Szlama z którą miałem szlaban kucała przy szafce i szukała czegoś w niej...
-Mam! Krzyknela i przysunela sie do mnie...
-Wypij to! szepnela przykladajac do mnie jakas zielona miksture...
-Dam sobie rado szlamo! powiedziałem i spróbowałem wstać ale mi jednak to nic nie dało jak tylko ponowny ból...
Utknąłem w tej samej pozycji...Wszystko mnie bolało...
A ona jak na złość złapała mnie za szyje i otworzyłą usta wlewając jakiś okropny eliksir...
-Fu!!! krzyknąłem plując na wszystkie strony tym czymś...-Wes sie odemnie odsun debilko!!!
Ale ona nie sluchala...przysunela sie do mnei jeszcze bardziej i zaczela gladzic mnie po wlosach...
-Co ty robisz!!! Krzyknalem wystraszony...
Ale ona milczała...słyszałem tylko jej ciężki oddech...i czułem jej delikatne ręce...w końcu się poddałem i leżałem bezradnie...Kiedy przechodziły mnie silne dreszcze ona tuliła mnie do siebie jeszcze bardziej...
Pomyslalem ze ona zwariowala...jak w jednej chwili przypomnialem sobie ze wypilem eliksir...no i...no i moze...nie to nie mozliwe...ale jednak wlasnie takie mysli chodzily mi po glowie...a jak cos miedzy nami zaszlo...odpychalem je od siebie cala sila woli ale to nic nie dalo...W koncu przeszlo mi troche i pozwolilem jej pomoc mi wstac...
Poszla ze mna do lazienki i omylem twarz zimna woda...
-Draco...zaczela a ja zmiazdzylem ja wzrokiem...
-Czego?
-Sluchaj...wiesz...chodzmy na obiad dobrze?
Skinalem bezradnie glowa i narzucilem na siebie bluze...





Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej



3 || środa, 1 grudnia 2004 || 20:38:41 ==>komentarze [6]

Obudziłam się dość wcześnie...otwierając oczy zobaczyłam że leże wtulona w Malfoya...wstałam szybko i zaczęłam intensywnie myśleć...ah...no tak chciał mnie pocieszyć...przypomniałam sobie i poszłam do łazienki umyć twarz...
Po paru minutach usłyszałam ziewanie Draca...
-Juz nie spisz? zapytalam wychylajac sie zza drzwi lazienki...
-A nie...juz nie...
Wrocilam do swojej porannej toalety...umylam glowe...i kiedy mylam ząbki draco wszedl do kibelka...Nie zwróciłam na to za bardzo uwage...ale kiedy zblirzył się do mnie i położył ręce na moich biodrach przeszedł mnie potęrzny dreszcz...
-C...co ty robisz? zapytałam...
-No a co? nie moge tak trzymać rąk...?
Spłukałam resztki pasty i odwróciłam się do niego...
Już chciałam coś powiedzieć jak poczułam rospalone usta chłopaka na moich wargach...
Odepchnęłam go gwałtownie i spojżałam z wyrzutem...
-O co ci chodzi! Co się dzieje!! Krzyknęłam wychodząc z łazienki...Była sobota...i miałam cały dzień wolny...chodziaż od kiedy jestem połączona z Malfoyem to nie jest cały dzień...
W pewnej chwili lina szarpnęła i zobaczyłam jak nadchodzi Draco...
Usiadł na swoim łóżku i spojżał na mnie zmieszany...
-Hermiona...zaczął...
-Tak?
-Przepraszam...
Nie powiedziałam nic...widziałam w jego oczach prawdziwą skuruche...co było do takiego chłopaka jak on poprostu niepodobne...
Usiadłam koło niego i objąłam ramieniem...
-Wybaczam ci...powiedziałam uśmiechając się...
Złapałam delikatnie jego podbródek i odwróciłam w swoją strone...
Delikatnie musnęłam jego nabrzmiałe usta...Ras...Drugi trzeci...ale czwartego nie było...bo zaczęliśmy się namiętnie całować...dałam się porwać chwili...jutro i tak tego nie powinien pamiętać...pomyślałam i z coraz większą namiętnościa zaczęłam całować jego dotychczas takie zimnu wargi...
Gładziłam jego plecy, szyje i włosy...które teraz były w nieładzie...
W koncu na chwile przerwalismy aby nabrac oddechu...
-Uh...t...to....bylo....poprostu....niesamowite....mowilam miedzy oddechami spojzalam na niego ponownie i znowu zaczelismy sie calowac...Nawet nie zaowarzylam jak polozylismy sie na lozku...lezal kolomnie gladzac moje biodro i po malu zmierzajac w kierunku piersi...
Nie wiem co sie dzialo...nie umialam opanowac sie...chcialam aby zrobil to czego mialam zalowac do konca zycia...
No i tak sie stalo...tego ranka juz nie bylam dziewica... i to na wskutek glupiego eliksiru...
Po meczacym stosunku poszlam sie wykompac...prze co nie mialam juz czasu na wieczor...bo wykorzystalam juz godzine.
Wrocilam opatulona w szlafroczek i spojzalam na Draca...leżał na moim lozku przykryty zaledwie moja pizamka...
-Ubierz sie...mruknelam podchodzac do szafki nocnej...
Wyjelam z tamtad gacie i stanik, no i skierowalam sie znowu do lazienki...
Przebieralam sie bez pospiechu i w spokoju...i chyba dlatego nie zaowarzylam jak Draco przyglada mi sie z zachwytem...Nie wiedzialam ze taki typ jak on potrafi sie komus przygladac w taki sposob...
Reszta dnia minela nam szybko...no i az do nastepnego poranka...w ktorym eliksir tracil swoja sile...
Rano obudzil mnie jakis gruchot...otworzylam oczt i spojzalam na podloge...
Lezal na niej Draco we wlasnej osobie...I trzymal sie za glowe...
Wyskoczylam z lozka i kucnelam kolo niego...
-Ah Draco...czekaj chwile...to musi byc efekt uboczny tego eliksiru...powiedzialam wstajac...
-Odsun sie odemnie glupia szlamo...uslyszalam w odpowiedzi...
-Ale Draco...a niech to...ide po eliksir przeciwbolowy...
-Daj na looz Granger...nie potrzebuje od ciebie pomocy...szlamy i gryffonki nic nie zdzialaja...powiedzial i sprobowal sie usmiechnac ale zamias tego na jego twarzy pojawil sie grymas bolu...

Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej



Szablon

zrobiła Yzoja. zdjęcie zrobiła l00py. więcej w mieście kreowania snów.